Wtorek, 16 lipca 2019

imieniny: Mariki, Benity, Dzierżysława

RSS

Miasto przegrało z mieszkańcem proces o kopcący komin

24.06.2019 19:00 | 22 komentarze | mak

Jacek Szymura pozwał miasto Wodzisław Śląski i Ochotniczą Straż Pożarną w Radlinie II za niewystarczającą walkę ze smogiem. Miał dość gryzącego dymu wydobywającego się z komina miejskiego budynku, w którym działa OSP. Wodzisławski sąd wydał wyrok. Mieszkaniec wygrał! Miasto musi wpłacić 5 tys. zł na szpital chorób płuc, a co najważniejsze - komin przestanie zatruwać całą okolicę. - Doskonale zdajemy sobie sprawę z potrzeby termomodernizacji budynków publicznych - komentuje wyrok prezydent Mieczysław Kieca.

Miasto przegrało z mieszkańcem proces o kopcący komin
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Jestem bardzo zadowolony z wyroku. Wierzyłem w takie rozstrzygnięcie. Od samego początku wskazywałem, że pan prezydent czuje się bezkarny, a urząd miasta daje zły przykład mieszkańcom – komentuje Jacek Szymura, mieszkaniec dzielnicy Radlin II, który niczym biblijny Dawid zmierzył się z filistyńskim olbrzymem Goliatem. I wygrał.

Temat z brodą

Jacek Szymura mieszka w pobliżu Ochotniczej Straży Pożarnej Radlin II. Zarówno on, jak i jego pozostali sąsiedzi, przez lata musieli znosić uciążliwy dym, który wydobywał się z komina OSP i zasnuwał całą okolicę. Ponieważ budynek straży jest własnością miasta i to miasto kupuje opał, pan Jacek niejednokrotnie apelował do władz Wodzisławia o zajęcie się problemem. Przekonywał prezydenta Mieczysława Kiecę do wymiany źródła ciepła. Bezskutecznie - palacz z OSP nadal dokładał węgiel do starego kopciucha.

Mieszkaniec Radlina II pojawiał się na sesjach rady miasta - pokazywał zdjęcia, nagrania. Widać było, że komin kopci jak fabryka. Przygotował nawet list protestacyjny, pod którym podpisało się wielu mieszkańców. Jaki efekt? Żaden. - Już samo przygotowanie listu protestacyjnego było aktem desperacji, bo przecież temat uciążliwego dymu z komina ciągnął się od lat, właściwie od 2012 r. Niestety pan prezydent próbował ciągle odwracać kota ogonem, używał elokwentnych wyjaśnień, ale nic z tego nie wynikało - ubolewa pan Jacek.

Dochodziło do takich sytuacji, że mężczyzna nie mógł korzystać ze swojego przydomowego ogrodu. Nawet w ładny, słoneczny dzień. - Nie zapomnę moich urodzin. Zaprosiłem znajomych do ogrodu. W pewnym momencie zadymienie było tak duże, że musieliśmy uciekać do domu. Tylko dlatego, że w straży napalono. A dzieci, które szły do szkoły obok straży? Nie raz widziałem, jak zatykają sobie usta i nosy, bo dym był tak gęsty i gryzący - ubolewa.

Ludzie:

Mieczysław Kieca

Mieczysław Kieca

Prezydent Wodzisławia Śl.