środa, 19 czerwca 2019

imieniny: Gerwazego, Protazego, Borzysława

RSS

Marcin z Wodzisławia nie żyje. Lekarze twierdzili, że nie ma dla niego wolnego łóżka

14.04.2019 13:00 | 13 komentarzy | mak, juk

35-letni Marcin Kłosek z Wodzisławia Śląskiego zmarł na zawał. Wcześniej ponad 10 godzin czekał na przyjęcie do szpitala. Po jego śmierci ukarano lekarzy z Rydułtów, którzy twierdzili, że dla pacjenta nie ma miejsca na oddziale. - Nasz syn miał żonę i 2-letnie dziecko. Był taki szczęśliwy. Dlaczego lekarze mu nie pomogli? Przecież on mógł żyć! - wierzą zrozpaczeni rodzice, Małgorzata i Leon Kłoskowie.

Marcin z Wodzisławia nie żyje. Lekarze twierdzili, że nie ma dla niego wolnego łóżka
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Dlaczego?

Łącznie pan Marcin spędził na izbie przyjęć w Wodzisławiu Śląskim ponad 10 godzin. Rodzina zmarłego 35-latka chce wiedzieć dlaczego osoba z zawałem serca musiała czekać aż tyle czasu na przyjęcie na oddział. - Ja się dziwię doktorom! Po co składali przysięgę Hipokratesa? - pyta zdenerwowany ojciec zmarłego. - Nie jestem lekarką, ale jako matka wiedziałam, że objawy są poważne. Dlaczego tyle zwlekali? Dlaczego nie wykonali mu żadnego zabiegu kardiologicznego? Wierzę, że dzięki temu by żył! - dodaje załamana matka pana Marcina. Także brat 35-latka nie może zrozumieć bulwersującej sytuacji. - Przecież są specjalistyczne ośrodki, są helikoptery. Nie mogli go przetransportować? - nie kryje żalu.

Dokumentacja

Z dokumentacji medycznej wprost wynika, że 35-latek trafił do szpitala w Raciborzu z powodu zawału serca. - W wywiadzie chory z dolegliwościami bólowymi w klatce piersiowej o charakterze kłucia oraz wzmożonego pocenia się. W badanaich laboratoryjnych z Wodzisławia Śląskiego wzrastające biomarkery uszkodzenia mięśnia sercowego - brzmi fragment historii choroby.

Z dokumentacji dowiadujemy się również, że pacjenta jeszcze w Wodzisławiu próbowano skierować na oddział kardiologii w Raciborzu, ale nie było miejsc. To pokazuje jednak, że było wskazanie, by pacjentem zajęli się specjaliści z takiego oddziału. Dokumentacja medyczna zawiera też stwierdzenie, że na oddziałach wewnętrznych w Rydułtowach i Wodzisławiu nie było miejsca dla pacjenta.

Bartek woła tatę

Pan Marcin był cichą, spokojną osobą. Zawsze uśmiechnięty, z dołeczkami w policzkach. Stronił od kłótni czy nerwowych sytuacji. 2 lata i cztery miesiące temu wziął ślub. - Byli z żoną szczęśliwi. Kochali się bardzo. Ale szybko skończyło się ich wspólne życie - ociera łzy matka zmarłego.

Mężczyzna osierocił syna, 2-letniego Bartoszka. - Wnuczek do dzisiaj go woła - mówi pani Małgorzata. - Ja mam sześcioro wnucząt i wszystkie kocham jednakowo. Wszystkie po równo. Ale ten wnuczek będzie przedłużeniem życia Marcina. Mojego syna... Już nie mam odwagi, by mówić dalej - kończy wypowiedź.

Dramat ujrzał światło dzienne, bo opowiedział o nim na posiedzeniu radny powiatowy Alojzy Szymiczek. Zmarły Marcin był jego siostrzeńcem.

Bliskim pana Marcina nie było łatwo dzielić się szczegółami rodzinnej tragedii. - Dziś spotkało to naszą rodzinę. A następnym razem może spotkać każdą inną. Dlatego uważamy, że trzeba mówić o tym głośno, by takie sytuacje się nie powtarzały - podkreślają.

Magdalena Kulok, Justyna Koniszewska