Czwartek, 23 maja 2019

imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

RSS

SYTUACJA HYDROLOGICZNA:

Marcin z Wodzisławia nie żyje. Lekarze twierdzili, że nie ma dla niego wolnego łóżka

14.04.2019 13:00 | 13 komentarzy | mak, juk

35-letni Marcin Kłosek z Wodzisławia Śląskiego zmarł na zawał. Wcześniej ponad 10 godzin czekał na przyjęcie do szpitala. Po jego śmierci ukarano lekarzy z Rydułtów, którzy twierdzili, że dla pacjenta nie ma miejsca na oddziale. - Nasz syn miał żonę i 2-letnie dziecko. Był taki szczęśliwy. Dlaczego lekarze mu nie pomogli? Przecież on mógł żyć! - wierzą zrozpaczeni rodzice, Małgorzata i Leon Kłoskowie.

Marcin z Wodzisławia nie żyje. Lekarze twierdzili, że nie ma dla niego wolnego łóżka
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

To miał być zwykły dzień. Dzień, jak co dzień. 19 marca, 35-letni Marcin Kłosek z wodzisławskiej Zawady wstał wcześnie rano, wypił kawę i pojechał do pracy. Był budowlańcem. Nie dokończył dniówki. Gdy podnosił wiadro, poczuł ucisk w klatce piersiowej. Ciało oblał zimny pot. Nie było wyjścia. - Niech kierownik pisze urlop - zadecydował.

Niepokój matki

Przed godziną 10.00 był już z powrotem w Zawadzie, w rodzinnym domu, gdzie mieszkał z ukochaną żoną, 2-letnim synkiem i swoimi rodzicami. Pierwsza ujrzała go matka, pani Małgorzata. - Spotkałam Marcina na podwórku, bo akurat wychodziłam do córki. Czuł kłucie w klatce piersiowej i tak się pocił, że czapkę można było wykręcać. Mówię do niego: „Synku, ale jak tak można? Przecież mogło ci się coś stać po drodze. Musisz do lekarza” - wspomina matka pana Marcina. Głos jej się łamie. Nie mogła przypuszczać, że wtedy widziała syna po raz ostatni...

Karetką z przychodni do szpitala

Na wizytę u lekarza rodzinnego w przychodni przy ul. Radlińskiej pan Marcin nie musiał długo czekać. Godzina 11.40. To umówiony telefonicznie termin. Na miejsce jedzie razem z żoną. Lekarz z przychodni wykonuje pacjentowi EKG. Wyniki są niepokojące, a decyzja stanowcza - trzeba wezwać pogotowie. Przyjeżdża karetka, zabiera mężczyznę na izbę przyjęć szpitala w Wodzisławiu. Jest po godz. 12.00. Pierwszy pomiar ciśnienia u pacjenta wskazuje wynik 140/40.

Żona pana Marcina, wierząc, że zostawia męża w dobrych rękach i pod profesjonalną opieką w szpitalu, wraca do domu. Tego dnia miała umówioną wizytę u lekarza z dzieckiem. Kobieta cały czas jest z panem Marciem w kontakcie. - Dzwonił do żony, że dostaje kroplówkę, że robią mu jakieś badania - relacjonuje matka mężczyzny, pani Małgorzata.