Sobota, 20 kwietnia 2019

imieniny: Agnieszki, Czesława, Amalii

RSS

Tysiące litrów płynnej śmierci na podwórkach

11.04.2019 19:00 | 3 komentarze | acz, mad

W całym województwie znajdowane są zdezelowane naczepy wypełnione pojemnikami z trucizną...

Tysiące litrów płynnej śmierci na podwórkach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Gangi zarabiające na odpadach znalazły nowy sposób na zbicie fortuny. Skupują toksyczne płyny obiecując ich utylizację, a następnie porzucają. Prawdopodobnie w ten sposób tysiące litrów trucizn pojawiło się w podraciborskich Jankowicach oraz w Żorach.

Toksyczne chemikalia, powstające jako uboczny produkt w zakładach produkcyjnych, to duży problem dla firm, które je wytwarzają. Przepisy są bezwzględne – przedsiębiorcy muszą utylizować niebezpieczne dla środowiska odpady. Najczęściej zlecają to wyspecjalizowanym firmom, które za odbiór pojemników z płynami wystawiają słony rachunek. Przestępcy zwietrzyli w przepisach łatwy zarobek. – Firmy słupy proponują przedsiębiorcom wytwarzającym takie odpady konkurencyjne, choć i tak wysokie stawki za odebranie i unieszkodliwienie toksycznych substancji. Po odebraniu odpadów i skasowaniu pieniędzy porzucają je na odludziu w magazynach lub naczepach samochodowych. Dla gangów to czysty zysk – mówi nam jeden ze śledczych.

Utylizacja z gminnej kasy

Prawdopodobnie w taki sposób tysiące litrów toksyn trafiło do Jankowic w gminie Kuźnia Raciborska. Dopiero w ubiegłym tygodniu udało się rozbroić tę tykająca bombę ekologiczną. Odpady do Jankowic zwieziono we wrześniu ubiegłego roku na jedną z prywatnych posesji przy ulicy Raciborskiej. Mowa o 72 mauserach, czyli wielkich baniakach, w których łącznie zgromadzono 72 tysiące litrów niebezpiecznych substancji (m.in. ksyleny czy rozpuszczalniki). Większość została zapakowana do pomieszczeń na terenie działki, część pozostała w zdezelowanej ciężarówce, którą następnie porzucono na posesji. Sprawą zajęła się policja oraz prokuratura.

Gmina chce zwrotu

Śledztwo trwało, a odpady nadal stały na działce. O sytuacji miejscowi od razu poinformowali urzędników, ci próbowali rozwiązać jakoś problem. Jedynym rozwiązaniem okazało się zutylizowanie odpadów za gminne pieniądze. Rada Miejska zaplanowała na ten cel niemało, bo 170 tys. złotych. Utylizację zlecono firmie „Sarpi” z Dąbrowy Górniczej (ostatecznie kwota, jaką wydatkuje gmina, będzie znana po zutylizowaniu odpadów. Finalnie całość ma kosztować mniej, aniżeli zaplanowano w budżecie). Rządzący Kuźnią Raciborską zamierzą jednak część pieniędzy odzyskać. Burmistrz Paweł Macha na lutowej sesji Rady Miejskiej zapowiadał, że gmina chce uzyskać status pokrzywdzonego. – To pozwoli nam jeżeli postępowanie prokuratorskie zmierzy do umorzenia, na występowanie w drodze cywilnej do tego właściciela czy sprawcy i próbę egzekucji – mówił. – Tym samym będziemy mieć roszczenia do zakupu nieruchomości, a przynajmniej do otrzymania części pieniędzy w sytuacji, w której będzie jej sprzedaż – uzupełniał.

Odpady odjechały

Wywóz chemicznych odpadów rozpoczął się w środę 3 kwietnia, kilka minut po godzinie 8.00 rano. Firma „Sarpi” zaplanowała transport mauserów trzema ciężarówkami (po 24 baniaki na jednej ciężarówce). Następnie kierowano się w stronę Dąbrowy Górniczej, czyli siedziby firmy; tam odpady mają zostać zutylizowane. Rankiem na miejscu składowanych substancji pojawiła się wiceburmistrz Kuźni Raciborskiej Sylwia Brzezicka–Tesarczyk, wywóz nadzorował natomiast Aleksander Serafin z Gminnego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na miejscu byli również policjanci z kuźniańskiego komisariatu oraz jeden zastęp straży pożarnej z JRG w Raciborzu.

Ludzie:

Paweł Macha

Paweł Macha

Burmistrz Kuźni Raciborskiej.