Piątek, 18 października 2019

imieniny: Juliana, Łukasza, Bratumiła

RSS

Nowy szef edukacji: jestem otwarty na wszystkie propozycje

03.04.2019 07:00 | 11 komentarzy | ma.w

Z Krzysztofem Żychskim, który objął tekę naczelnika wydziału edukacji, kultury i sportu w raciborskim magistracie rozmawiamy o jego pierwszych dniach pracy, planach na przyszłość i powodach decyzji, wskutek której podjął pracę w urzędzie.

Nowy szef edukacji: jestem otwarty na wszystkie propozycje
Krzysztof Żychski jest od 18 marca nowym szefem raciborskiej oświaty w urzędzie
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Wiadomo, że przychodzi pan do urzędu ze sfery biznesu. Proszę przybliżyć jaką konkretnie działalność pan prowadził.

– To była firma produkcyjna. Produkowałem i sprzedawałem ubrania. Na rynku lokalnym nie byłem znany, ale prężnie działałem w skali krajowej. Współpracowaliśmy z dużymi kontrahentami z kraju, czasem też z zagranicy. Specjalizowałem się w odzieży dziecięcej, od malucha do szkolnego dziecka. Czego rynek wymagał do tego się dostosowywaliśmy. Do kraju napływa dużo importowanej odzieży, to był dla nas problem. Wygrywaliśmy jakościowo, ale cenowo już nie. Szybkość produkcji była naszym atutem. Potrafiliśmy wyprodukować 1700 sztuk odzieży dziennie! Walka rynkowa trwała, a zyskiwał na niej klient. Zacząłem myśleć o tym aby moje przychody nie opierały się tylko na jednym źródle. Gdy okazało się, że ta „druga noga” firmy jest stabilna postanowiłem zrezygnować. Absorpcja czasu dziennego była bardzo dużo. Uznałem, że tempo życia trzeba zwolnić, w imię czasu dla dzieci, dla rodziny.

– Który z działów, które swoim zakresem obejmuje praca wydziału jest panu najbliższy?

– Najbliższa z działek w Wydziale Edukacji Kultury i Sportu jest mi oświata i zarządzanie personelem oraz obiektami. To czuję najlepiej. Sądzę, że w pozostałych działach szybko się odnajdę. Na początek odbyłem rozmowy z moimi podwładnymi. Widzę, że są tam bardzo ciekawe tematy. Już mam pomysł na powiązanie tych sfer i stworzenie takiego kalendarza wspólnej promocji. Nie chciałbym funkcjonowania odrębnego szkół, kultury i sportu. Niech to wszystko się uzupełnia. Mam zamiar połączyć te „działki”. Wszyscy powinni wiedzieć co robią koledzy, żeby mieszkańcy otrzymali ofertę kompleksową na temat możliwości placówek, które obsługujemy.

– Czy taki kalendarz mieliby układać urzędnicy? Co z propozycjami pochodzącymi spoza magistratu?

– Jestem otwarty na sugestie mieszkańców w każdej sprawie. W środy chciałbym umożliwić takie otwarte spotkania z naczelnikiem. Żeby ludzie przyszli po pracy i zgłosili mi sugestie, zadali pytania. Powiedziałem to moim współpracownikom w wydziale, że jestem otwarty na wszystkie propozycje. Zbierzemy takowe i będziemy analizować. Nawet zła propozycja może wnieść coś dobrego. Oczywiście wszystkiego nie da się zrobić, bo trzeba wziąć pod uwagę możliwości budżetowe samorządu. Mam już pewną inicjatywę na początek. Marzy mi się, żeby po wejściu na stronę internetową miasta od razu było widać co się dzieje w Raciborzu w dany dzień, w tych sferach, którymi zajmuje się mój wydział. Tylko chcę, żeby terminy imprez ze sobą nie kolidowały, nie wchodziły sobie w kalendarz.

– Dlaczego tak istotne dla pana jest by imprezy się nie „nakładały”?

– Jeżeli chcemy zaktywizować społeczeństwo miasta i organizujemy coś na rynku, to bez sensu by w tym samym czasie coś innego odbywało się w szkołach czy ośrodku sportu. Ludzie wybiorą te swoje, szkolne wydarzenia, bo są im najbliższe. Trzeba to tak poukładać, żeby nie dochodziło do tego typu sytuacji. To jest proces bezkosztowy. Tylko trzeba tego chcieć. Znam już pomysł z kalendarzem autorstwa przewodniczącej komisji oświaty Zuzanny Tomaszewskiej. Te plakaty z informatorem, która chce ona umieszczać na przystankach, mogą być wywieszane również w miejskich szkołach.