środa, 24 lipca 2019

imieniny: Kingi, Krystyny, Antoniego

RSS

35-letni pacjent z Wodzisławia nie żyje. Był wożony od szpitala do szpitala [AKTUALIZACJA]

01.04.2019 08:45 | 55 komentarzy | mak

Tragedia z udziałem szpitala w Wodzisławiu i Rydułtowach. - Na izbę przyjęć szpitala w Wodzisławiu trafił 35-letni pacjent. Przebywał tam kilka godzin. Później przewieziono go do Rydułtów, ale okazało się, że nie ma miejsca. Zawrócono do Wodzisławia. Wszystko to trwało prawie 11 godzin. Dopiero po tym czasie trafił do szpitala w Raciborzu. Nie udało się go uratować - opisuje bulwersującą sytuację radny powiatowy Alojzy Szymiczek.

35-letni pacjent z Wodzisławia nie żyje. Był wożony od szpitala do szpitala [AKTUALIZACJA]
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Radny powiatowy Alojzy Szymiczek podzielił się przykrą dla niego sytuacją. Zmarł jego 35-letni siostrzeniec. O rodzinnej tragedii radny opowiedział na ostatniej sesji rady powiatu. - Chciałbym przytoczyć bardzo smutną sprawę. Problem jest ogromny - zaczął radny. Mówił, że 19 marca jego 35-letni krewny uskarżał się na złe sampoczucie w pracy. Trafił do przychodni chwilę przed południem. - Tam zrobiono mu EKG i natychmiast skierowano do szpitala - relacjonował Alojzy Szymiczek.

35-latek znalazł się na izbie przyjęć szpitala w Wodzisławiu. - W trakcie pobytu na izbie przyjęć kilka razy zrobiono mu EKG, pobierano krew. I ciągle leżał na tej izbie. W pewnym momencie, około godz. 17.00-18.00 zadecydowano, że trzeba go przewieźć do Rydułtów. Bo była informacja, że są dwa wolne miejsca. No niestety. Zajeżdża pogotowie do Rydułtów. I został poinformowany, że nie ma miejsca. Co dalej? Z powrotem do Wodzisławia. W Wodzisławiu dalej zastanawiano się, co robić. Zadecydowano, żeby zadzwonić do Raciborza - przedstawiał sytuację radny.

Ostatecznie po pacjenta przyjechała karetka z Raciborza. - Chwilę przed godz. 22.30 dojechał do Raciborza. Ale chcę zaznaczyć, że droga jego wożenia zaczęła się około południa od pierwszego EKG! Niedawno słyszeliśmy o głośnej sprawie w szpitalu w Sosnowcu, gdzie pacjent czekał na pomoc 9 godzin. Myśmy pobili niechlubny rekord! Prawie 11 godzin! - ubolewał radny.

Radny Alojzy Szymiczek powiedział też, co wydarzyło się w szpitalu w Raciborzu. Mówił, że tam szybko zapewniono jego krewnemu pomoc. - Mój siostrzeniec trafił tam około godz. 22.30. Racibórz w pół godziny go przyjął. Był podpięty, na sali. Niestety o godz. 2.00-3.00 w nocy lekarz poinformował, że była reanimacja. Niestety się nie udała. Mój bliski zmarł. Żal niesamowity - nie krył smutku radny.

35-latek miał 2-letnie dziecko, był żonaty. - Zawsze uśmiechnięty, zadowolony... - wspominał bliskiego radny Szymiczek.

Radny domaga się, by sprawa tego, że pacjent tyle czasu był wożony między szpitalami w Wodzisławiu i Rydułtowach została wyjaśniona. - Taka sytuacja może spotkać każdego z nas. Ze smutkiem i żalem chcę prosić pana starostę o wyjaśnienie sprawy i podjęcie takich działań, by podobne sytuacje się nie powtarzały - apelował radny Szymiczek.

Starosta Leszek Bizoń zapewnił, że sytuacja jest wyjaśniana. - Wiem, że taka sytuacja miała miejsce. Ubolewamy, że tak się stało. Jest prowadzone postępowanie wyjaśniające. O jego wynikach poinformuję - podkreślił starosta.


AKTUALIZACJA (1 kwietnia, godz. 15.12):

Dyrekcja Powiatowego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim zapewnia, że sytuacja zostanie wyjaśniona. - W chwili obecnej dyrekcja szpitala prowadzi wewnętrzne postępowanie wyjaśniające mające na celu ustalenie okoliczności udzielania pacjentowi świadczeń medycznych przez personel lekarsko-pielęgniarski - przekazuje zastępca dyrektora ds. lecznictwa Janusz Tkocz.