Czwartek, 4 marca 2021

imieniny: Kazimierza, Łucji, Witosława

RSS

Kultura

Granaty w Mechaniku

03.02.2019 12:00 | 0 komentarzy | red

W klasie, tuż przy biurku nauczyciela, jeden z uczniów znalazł podłożone granaty. Chłopak zaniósł je na milicję. Nie przewidział, że w ten sposób dostał się w tryby stalinowskiego systemu...

Granaty w Mechaniku
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Były to ostatnie dni listopada. Wielu uczniów Technikum Mechanicznego w Raciborzu zaczęło myśleć o nadchodzących świętach. Zresztą i nauczyciele niecierpliwie czekali na ich nadejście – Boże Narodzenie 1952 roku i Nowy Rok miały przynieść radość i oderwanie się od dnia codziennego. Snuto plany i z nadzieją spoglądano na nowy, 1953 rok, który miał nadejść. Jednak sytuacja w kraju była zła, stalinizm trwał w najlepsze, a nadzieje na wolną Polskę były nikłe. Większość Polaków była zajęta codziennymi sprawami, starała się przystosować do nowej sytuacji, sowietyzacja kraju postępowała.

Pęk granatów

Do nadzwyczajnego wydarzenia w życiu szkoły doszło niespodziewanie. W klasie, tuż przy biurku nauczyciela, jeden z uczniów znalazł podłożone granaty. Było to 29 listopada 1952 roku. Na szczęście do wybuchu nie doszło. Nie wiemy, czy zawiadomił kogoś ze szkoły, w każdym razie granaty podniósł i zaniósł na posterunek milicji. Tam sprawę potraktowano bardzo poważnie, także z tego powodu, że jeszcze dobrze pamiętano opór zbrojny, który stawili Polacy czerwonym okupantom. Poza tym broń zawsze i wszędzie stawia na nogi służby i policje.

Prawdopodobnie młodemu człowiekowi, który udał się na posterunek, zabrakło wyobraźni. Być może w ten sposób należy sobie tłumaczyć ten lekkomyślny krok. Z jednej strony materiał wybuchowy, który przenosił mógł eksplodować, z drugiej chłopak szybko dostał się w tryby systemu, czego raczej nie przewidział. Z odnoszącego broń stał się podejrzanym, a także źródłem informacji. Na początek chciano by wskazał uczniów, którzy najbardziej interesowali się tym zdarzeniem.

Tajna organizacja?

Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Raciborzu wszczął tajne działania, chciano wyjaśnić skąd się granaty wzięły i czy jakaś konspiracyjna organizacja nie posiada ukrytego magazynu broni. Starszy sierżant UB Ireneusz Dereniowski wytypował pięciu uczniów którzy mogli posiadać broń i być autorami „zamachu” w szkole. Podejrzanymi stali się: Edward Czerneszewicz syn Wacława, urodzony w 1934 r. w Równem; Stanisław Szymczak, syn Adama, ur. w 1937 r. w Lublińcu; Janusz Bałdys, ur. w 1935 r. w Radomiu; Sylwester Zieja, ur. w 1933 r. w Sandomierzu oraz Janusz Fedoruk, ur. w 1934 r. w Kruszowie. W internacie szkolnym Mechanika przy ul. Roosevelta 6 (ul. Wileńska) mieszkali Szymczak, Bałdys i Fedoruk. Szkoła wówczas także mieściła się przy ulicy Franklina D. Roosevelta, nieco później ulicy nadano imię komunistki Małgorzaty Fornalskiej. Mechanik znajdował się w budynku obecnego Zespołu Szkół Budowlanych i Rzemiosł Różnych w Raciborzu (tzw. budowlanka). Chłopcy znali się więc nie tylko ze szkoły, ale część z nich także z internatu. Wszyscy, chyba tylko oprócz Czerneszewicza, byli członkami Związku Młodzieży Polskiej, organizacji powołanej przez polskich komunistów na wzór radzieckiego Komsomołu. ZMP służył realizacji polityki Partii wobec młodzieży, był instrumentem sowietyzacji i jednym z symboli stalinizmu. Początkowo UB podejrzewała Edwarda Czerneszewicza, później, po pozyskaniu Informatora o pseud. „Ryś”, zainteresowano się Stanisławem Szymczakiem. Według „Rysia” miał on mieć jeszcze rakiety w różnych kolorach oraz broń z czasów wojny, którą ukrył w Lublinie.

„Wrogowie demokracji”

Funkcjonariusz Ireneusz Dereniowski w sporządzanych notatkach odmalowywał bardzo niepokojącą dla władz sytuację – w szkole działo się źle. Opierał się w tym względzie, jak można sądzić, na doniesieniach „Rysia”. W gmachu szkoły miało dochodzić do „rozsiewania wrogiej propagandy”, co znaczyć mogło artykułowanie pomiędzy kolegami krytycznych uwag wobec komunistów; jak pisał dalej Dereniowski, w szkole krążyły „wrogie wersje pod adresem państwa polskiego”, co mogło oznaczać przytaczanie prawdziwych informacji, które przeczyły propagandzie partii. Posługiwano się powszechnie terminem państwo polskie, ale oczywiście chodziło o tworzone odgórnie państwo będące podporządkowane ZSRS. Wśród zarzutów kierowanych wobec młodzieży znalazł się także ten o „wyśmiewanie”, nie sprecyzowano czy chodziło o ustrój, czy dygnitarzy partyjnych. Kolejne oskarżenie dotyczyło sporządzania i kolportowania „wrogich ulotek w postaci kartek pisanych ręcznie” oraz „pisanie różnych wierszy politycznych w formie kawałów”. Do najpoważniejszego incydentu doszło jednak w świetlicy, gdy, jak to określił UB, nastąpiła „dewastacja całkowita świetlicy szkolnej”, czyli zniszczono dekorację, na której widnieli dostojnicy komunistyczni oraz godło nowej władzy. Aresztowano wówczas dwóch uczniów Rybackiego i Sikorskiego i osadzono ich w więzieniu. UB prowadził osobne działania w tej sprawie. Odkryto wówczas powiązanie uczniów Mechanika z jednym z przebywających w raciborskim domu poprawczym chłopców, został on później aresztowany przez UB w Łodzi.

Na tropie

Powyższa sytuacja spowodowała bardziej szczegółowe „zainteresowanie” szkołą. Prowadzono różne działania represyjne i dezintegracyjne. W sprawie granatów podjęto osobne kroki: „rozpracowanie wstępno – agencyjne”, które skierowano przeciwko Czerneszewiczowi i kolegom. W grudniu 1952 roku ustalono, że przebywający w szpitalu Sylwester Zieja otrzymał telegram, który doręczono mu dzień przed Wigilią. Mowa w nim była o zaplanowanym spotkaniu w dniu 24 grudnia w Lublinie. Zieja wyszedł ze szpitala na własną prośbę i pojechał wieczornym pociągiem do Lublina. Tam miał spotkać się z Czerneszewiczem. Obaj, zdaniem UB, mieli utrzymywać ścisły kontakt z Chałubińskim, który przebywał w domu poprawczym w Raciborzu. Ten ostatni miał należeć do nielegalnej organizacji „Błękitna Jaszczurka”.

Wcześniej za niewłaściwe zachowanie i złe wyniki w nauce z listy uczniów Mechanika skreślony został Edward Czerneszewicz. Podjął on później pracę we Wrocławiu w fabryce wagonów PAFAWAG. Pozostali po ukończeniu Mechanika w 1954 roku udali się do pracy w różne części kraju zgodnie z przydzielonymi im przez państwo nakazami pracy. We Wrocławiu UB szybko zainteresował się Edwardem Czerneszewiczem i jego znajomością w pracy z braćmi Rogoszami byłymi żołnierzami NSZ, ale to już zupełnie inna historia…

Post scriptum

Niezbyt chwalebną wrocławską kartę przecięło prawdopodobnie powołanie do wojska i wyjazd do pracy w Płocku. Na Śląsk dawny uczeń mechanika powrócił w latach 70. i pracował w kopalni w Bytomiu, a następnie w Piekarach Śl. W 1980 był współorganizatorem i przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” KWK „Andaluzja”. Pełnił także różne funkcje w strukturach regionalnych związku. Czerneszewicz był też jednym z inicjatorów próby strajku w obronie praw związkowych i obywatelskich w stanie wojennym, za co został aresztowany i skazany w 1982 roku na 4 lata więzienia. W ZK we Wrocławiu brał udział w proteście głodowym, karę odbywał również w ZK w Strzelinie. Ze względu na zły stan zdrowia został warunkowo zwolniony z więzienia, a w 1983 roku objęła go amnestia. W latach 1983 – 1986 związkowiec został pozbawiony możliwości wykonywania pracy. Na emigrację do Szwecji udał się w kwietniu 1986 r. i szybko włączył się w działalność emigracyjną. Za swoje zasługi Edward Czerneszewicz został odznaczony medalem, jego biogram, niestety niepełny, odnajdziemy w Encyklopedii Solidarności.

Beno Benczew