Sobota, 23 lutego 2019

imieniny: Damiana, Romany, Florentyna

RSS

Od brudnopisu studenta do gabinetu burmistrza. Wywiad z burmistrzem Rydułtów Marcinem Połomskim

17.01.2019 07:00 | 13 komentarzy | mak

Pracę w rydułtowskim urzędzie miasta zaczynał jeszcze na studiach. I to od zastępstwa. Miał być „na chwilę”, a pracuje już 13 lat. Z tą różnicą, że urzędowe biurko w pokoju na parterze zamienił na gabinet burmistrza. Spotkaliśmy się z Marcinem Połomskim - nowym burmistrzem Rydułtów, żeby porozmawiać o początkach pracy w urzędzie, jego pomysłach na rozwój miasta i największych problemach Rydułtów.

Od brudnopisu studenta do gabinetu burmistrza. Wywiad z burmistrzem Rydułtów Marcinem Połomskim
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Do niedawna był to gabinet burmistrz Kornelii Newy, teraz jest to gabinet burmistrza Marcina Połomskiego. Rozglądam się dookoła, żeby sprawdzić, czy są jakieś zmiany...

– Pierwsza zmiana dotyczy owalnego stołu. Wcześniej stykał się on z biurkiem burmistrza. Teraz został ustawiony w centralnym punkcie gabinetu. W czasie rozmów z mieszkańcami lub w czasie narad z pracownikami zasiadamy przy jednym stole. Po partnersku. Wychodzę z założenia, że tak łatwiej prowadzić dialog.

– A jak zareagowali bliscy na fakt, że został pan burmistrzem?

– Moi najbliżsi - żona, mama i brat - na pewno ucieszyli się. I gratulowali. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że przede mną ogromne wyzwanie. Wygrana w pierwszej turze pokazuje, że zdobyłem zaufanie publiczne, a z tym wiąże się wielka odpowiedzialność. Jest to odpowiedzialność przed mieszkańcami. Zawsze wychodziłem z założenia, że praca w urzędzie to jest służba dla mieszkańców. I przy tym pozostanę.

– A tak na marginesie - chciał pan pracować jako urzędnik?

– Nigdy nie planowałem. Marzyłem o tym by podróżować po świecie i zajmować się planowaniem obiektów budowlanych. Ale jeszcze w czasie studiów mój kolega, który pracował w rydułtowskim urzędzie, zapytał czy podejmę się pracy na zastępstwo. Potrzebowali kogoś do ówczesnego referatu architektury. Stwierdziłem, że nie ma problemu. Przyda się każdy grosz, żeby było na dojazdy na studia. A tym bardziej, że ta praca miała ścisły związek z moim kierunkiem studiów.

– W urzędzie przyjęli z otwartymi ramionami?

– Pamiętam rozmowę kwalifikacyjną. Pani naczelnik Mirosława Pszczółka zaskoczyła mnie prośbą. Powiedziała, że chce zobaczyć mój styl pisma. Pokazałem jej mój studencki brudnopis. Piszę czytelnie, drukowanymi literami. To musiało się spodobać, bo zostałem zatrudniony. Teraz żartujemy, że dostałem pracę na podstawie brudnopisu.

– Miało być na chwilę, trwa już 13 lat...

– W pewnym momencie stanąłem przed wyborem. Praca w biurze urbanistycznym w Rybniku albo pozostanie w Urzędzie Miasta w Rydułtowach. Atmosfera pracy w urzędzie podobała mi się i widziałem w tym jakąś misję. To przesądziło. Poza tym jak sięgam pamięcią do czasów liceum i studiów, to właśnie wtedy rozwijał się we mnie lokalny patriotyzm. Moja mama, która jest absolwentką liceum „Powstańców Śląskich” w Rybniku namawiała mnie, żebym poszedł w jej ślady. Ale postanowiłem inaczej. Wybrałem rydułtowskie liceum „na Skalnej”. Później były pierwsze kontakty z rydułtowskimi stowarzyszeniami. Zająłem się hobbystycznie fotografią i robiłem zdjęcia do „Kluki”. Poprzez Towarzystwo Miłośników Rydułtów coraz bardziej zżywałem się z miastem i rosła we mnie potrzeba działania dla społeczności lokalnej.