Czwartek, 12 grudnia 2019

imieniny: Aleksandra, Adelajdy, Dagmary

RSS

Kierowca bilety sprzedaje. Ale o ulgi lepiej go nie pytaj

23.11.2018 13:00 | 4 komentarze | art

Pasażerka ze Skrzyszowa kupiła bilet ulgowy u kierowcy, bo ten miał powiedzieć, że taki się należy. Dla odmiany kontroler uznał, że bilet się nie należał i nałożył na pasażerkę mandat. Ta napisała skargę. Organizator przewozu odpisał, że kontroler postąpił słusznie, ale zaproponował anulowanie mandatu, uznając tym samym poniekąd racje pasażerki. Warunkiem anulowania mandatu miało być jednak uiszczenie opłaty manipulacyjnej. Nie wiadomo na jakiej podstawie zaproponowano takie rozwiązanie.

Kierowca bilety sprzedaje. Ale o ulgi lepiej go nie pytaj
Danuta Połednik pokazuje legitymację osoby niepełnosprawnej, należącą do córki, którą pokazała kierowcy autobusu, jak i kontrolerowi. Okazało się, że nie uprawnia ona do ulgowego przejazdu.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Pani Danuta Połednik pod koniec sierpnia tego roku była z niepełnosprawną córką na wizycie u lekarza w Rybniku. Wracała stamtąd autobusem linii 131, którą obsługuje Międzygminny Związek Komunikacji w Jastrzębiu-Zdroju. U kierowcy autobusu nabyła dla córki ulgowy bilet. - Pokazałam kierowcy legitymację córki, pytając jaki przysługuje jej bilet. Kierowca dał mi bilet za 2,1 zł. Niedługo później przyszedł kontroler. Po sprawdzeniu biletu i legitymacji córki, zażądał jeszcze dowodu osobistego. Po czym wystawił mandat na kilkadziesiąt złotych – opowiada matka dziewczyny, dla której mandat, ze względu na niskie dochody, był dotkliwą karą. Córka pani Danuty jest pełnoletnia, niepełnosprawna w stopniu umiarkowanym. Zmaga się z kilkoma współwystępującymi schorzeniami. - Kontroler oznajmił, że nie należy się jej ulgowy bilet, bo nie ma przyznanej renty z tytułu niepełnosprawności, nie jest niepełnosprawna w stopniu znacznym. Tłumaczyłam kontrolerowi, że nie wiedziałam o takim wymogu, i dlatego pytałam o bilet u kierowcy – opowiada. Bez skutku.

Opłata manipulacyjna zamiast mandatu

Kobieta napisała do MZK skargę w imieniu córki, w której opisała swoje perypetie z kontrolerem. MZK w odpowiedzi stanął na stanowisku, że kontroler postąpił zgodnie z przepisami, a pasażer o przysługujących mu ulgach może dowiedzieć się z wykazu dostępnego w każdym autobusie. Połednik z tym polemizuje. - Przecież jak wsiadam do autobusu to muszę najpierw kupić bilet. Trudno żebym przepychała się między pasażerami, żeby czytać regulamin. Poza tym mówimy o osobie niepełnosprawnej. Jeśli ktoś jest np. niedowidzący, to jak ma przeczytać regulamin? – zauważa nasza rozmówczyni.

MZK poinformował kobietę o możliwości anulowania mandatu pod warunkiem uiszczenia opłaty manipulacyjnej w wysokości 9,6 zł. Kobieta nie przystała na takie rozwiązanie. Dziwi ją, że uwzględnienie reklamacji wiąże się z koniecznością uiszczenia opłaty manipulacyjnej. Uważa, że zgoda na jej uiszczenie byłaby równoznaczna z przyznaniem się do winy. - A ja niczym nie zawiniłam. Przecież pytałam kierowcę, o to jaki bilet mam kupić – mówi, zwracając uwagę na fakt, że MZK w ogóle nie uwzględnił w tej sprawie udziału kierowcy.

Pasażer o ulgach dowiedzieć musi się sam

Danuta Połednik o swoim konflikcie z MZK poinformowała Powiatowego Rzecznika Konsumentów w Wodzisławiu. Ten zwrócił się do MZK o polubowne rozpatrzenie reklamacji. MZK jednak twardo obstaje przy swoim stanowisku. W odpowiedzi udzielonej Rzecznikowi Konsumentów MZK oznajmił, że kierowca jest pracownikiem firmy zewnętrznej (tj. przewoźnika, który wykonuje usługi na rzecz MZK), a o ulgach pasażer może dowiedzieć się nie tylko z informacji umieszczonych w autobusach, ale również ze strony internetowej MZK, jak i w punktach sprzedaży biletów. - Nie każdy ma dostęp do internetu, a kierowca również sprzedaje bilety, czyli jest punktem sprzedaży biletów. Więc zapytałam go o ulgę – argumentuje nasza rozmówczyni.

Kobieta wyjaśnia, że sprawę postanowiła nagłośnić, żeby inni niepełnosprawni zdawali sobie sprawę z tego, że nie każdemu przysługuje bilet ulgowy.