Czwartek, 20 września 2018

imieniny: Eustachego, Filipiny, Faustyny

RSS

Zwolniona z pracy. Bo nie chciała wierzyć „na słowo”?

14.08.2018 07:00 | 18 komentarzy | mak

Kucharki z przedszkola w Syryni miały trafić do przedszkola w Nieboczowach. Musiały się jednak same zwolnić, by następnie otrzymać zatrudnienie w nowej placówce. Jedna z nich chciała najpierw zobaczyć nową umowę. Liczyła też na podwyżkę. I została zwolniona.

Zwolniona z pracy. Bo nie chciała wierzyć „na słowo”?
Mariola Drążek pokazała nam wzór podania o rozwiązanie umowy o pracę, jaki kucharki otrzymały od sekretarza gminy. Dlaczego nie otrzymały też wzoru nowej umowy o pracę?
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Mariola Drążek przez 20 lat pracowała w przedszkolu w Syryni. Jej sytuacja skomplikowała się, kiedy władze Lubomi zadecydowały, że kuchnia w przedszkolu w Syryni przestanie działać, bo wybudowano nowe przedszkole w Nieboczowach i to stamtąd do Syryni będą przywożone posiłki. - Razem z koleżankami byłyśmy nastawione, że wszystkie pójdziemy pracować do kuchni w Nieboczowach. Niestety dostałam informację, że jestem zwolniona – opowiada pani Mariola.

Kobieta od lat pracowała jako pomoc kuchenna w przedszkolu w Syryni. - W Syryni pracowało się bardzo dobrze. To małe przedszkole, byłyśmy jak rodzina. A kuchnia była doskonale wyposażona - mówi. Na początku maja zaczęło działać nowe przedszkole w Nieboczowach. Uruchomiono je w wybudowanym od podstaw Wiejskim Domu Kultury. W obiekcie przygotowano też nowoczesną kuchnię. Włodarze gminy uznali, że sensownym rozwiązaniem będzie jeśli w nowej kuchni przygotowywane będą posiłki nie tylko dla przedszkolaków z Nieboczów, ale też dla tych z sąsiedniej Syryni. Został nawet zakupiony specjalny samochód do transportu posiłków. Z kolei dotychczasowe pomieszczenia kuchni w Syryni mają zostać przekształcone na dodatkowy oddział przedszkolny.

Zapewnienia a rzeczywistość

– Cały czas mówili, że nas przeniosą. Było nawet zebranie z rodzicami i pan wójt zapewniał, że posiłki dla dzieci będą tak samo dobre, bo nawet te same panie będą pracować w Nieboczowach. Byłyśmy nastawione, że nic się dla nas nie zmieni - mówi Mariola Drążek. Tymczasem później sytuacja zaczęła się komplikować. Początkowo przedszkole w Nieboczowach miało być filią przedszkola w Syryni. Okazało się jednak, że przepisy nie pozwalają na takie rozwiązanie. A to skomplikowało sprawę przeniesienia pracowników kuchni. - Na spotkanie z nami, kucharkami, przyjechał sekretarz gminy. Powiedział nam, że są dwie możliwości. Że albo same zwolnimy się z przedszkola w Syryni i wtedy dostaniemy pracę w przedszkolu w Nieboczowach, ale wtedy nie mamy co liczyć na odprawę. Albo druga możliwość, że oni sami nas zwolnią, dostaniemy trzymiesięczną odprawę, ale pracy już nie - opowiada Mariola Drążek.

Pokażcie umowę

Tuż przed Wielkanocą, w Wielką Środę, kucharki z przedszkola w Syryni pojechały do Nieboczów, żeby zobaczyć nową kuchnię. - Umówiłyśmy się z sekretarzem, przyjechał też zastępca wójta. Oglądałyśmy kuchnię. Dla nas to był lekki szok. Wcale nie było zachwytu. Kuchnia jest duża, ale sama część do gotowania już nie. W Syryni były dodatkowo kotły elektryczne, dodatkowe sprzęty. I patelnia do smażenia była większa. Powiedziałyśmy głośno, jakie są nasze uwagi - opowiada pani Mariola. - Po obejrzeniu kuchni zeszliśmy na dół. Dalej rozmawialiśmy o zatrudnieniu. Powiedziałam przedstawicielom gminy, żeby może poszukali innego rozwiązania, bo tyle lat uczciwe pracuję w przedszkolu, nigdy nie zrobiłam nic złego, więc dlaczego mam się sama zwalniać. Powiedzieli, że innego rozwiązania nie ma. No więc przedstawiłam im, że byłam u prawnika i jest jeszcze inne rozwiązanie. Że najpierw chcę zobaczyć nową umowę pracy w przedszkolu w Nieboczowach. I że jak już będę widziała, co jest w tej umowie, to w ten sam dzień podpiszę zwolnienie i nową umowę. Chciałam się w ten sposób zabezpieczyć. Przecież równie dobrze mogło być tak, że ja się zwolnię, a oni dadzą mi później 3/4 etatu albo dodatkowe obowiązki. No i przy okazji powiedziałam, że mile widziana byłaby podwyżka. Ale to nie było żądanie, tylko że „mile widziana” - podkreśla pani Mariola. - Tak się rozstaliśmy. Było zapewnienie, że po świętach dostaniemy nową umowę do podpisania - dodaje kucharka.