Piątek, 22 lutego 2019

imieniny: Małgorzaty, Marty, Piotra

RSS

Ośrodek dla dzieci, którym można i trzeba pomóc

14.01.2018 07:00 | 0 komentarzy | red

Mamy przed oczyma Dziecię Jezus w stajence, narodzone w biedzie, ale zdrowe; mam także w pamięci dzieci, które błogosławiłem w dzień świętych Młodzianków, przedstawione przez rodziców z dumą i radością, ale czasem ściskało się serce, gdy dziecko było w gorsecie, lub z innymi oznakami choroby. „Panie Boże, dlaczego? Panie Boże, uzdrów!” – wyrywało się wtedy westchnienie do Boga. A może Bóg chce, byśmy sami tym dzieciom dopomogli? - pisze ks. Jan Szywalski.

Ośrodek dla dzieci, którym można i trzeba pomóc
Ksiądz dyrektor Tomasiak i jego podopieczni
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Może nam ksiądz opowie coś o początkach tego wielkiego dzieła?

– Gdy Caritas kościelny został w 1990 r. reaktywowany, ks. bp Czesław Domin (biskup pomocniczy z Katowic), odpowiedzialny wtedy za Caritas z ramienia Episkopatu, pojechał z wizytą do Stanów Zjednoczonych. Zobaczył tam właśnie taki ośrodek i stwierdził, że „coś podobnego musiałoby powstać w Polsce”. Rozpoczął starania o finansową pomoc Wspólnej Komisji ds. Pomocy Humanitarnej przy Ambasadzie USA w Warszawie i chwyciło! Budowę rozpoczęto w 1990 r. Po ukończeniu budowy podstawowych budynków brakowało jeszcze kaplicy, której umowa nie przewidziała. Podczas pobytu na Watykanie bp Domin rozmawiał z papieżem Janem Pawłem II o tym dziele i o trudnościach na wykończenie. Ojciec św. zawołał swego sekretarza ks. Dziwisza, i polecił: „Stasiu, daj im ile potrzeba”. Wystarczyło na kaplice i na basen! Uroczyste otwarcie nastąpiło już 12 czerwca 1994 r. Później w 2000 r. dobudowano jeszcze Dom Opiekuna pw. św. Józefa. Gdy Rusinowice stało się częścią diecezji gliwickiej, biskup Jan Wieczorek całe serce włożył w to dzieło, dla niego było to oczko w głowie.

– Od 1994 r. Ośrodek przyjmuje więc dzieci na leczenie i rehabilitację?

– Tak. Jeden turnus trwa trzy tygodnie. Dotychczas takich turnusów było 389, w których brało udział ok. 30 tys. dzieci (!) plus ich opiekunowie.

– Widzę, czy raczej wyczuwam, że ksiądz jest w pełni zaangażowany w to dzieło. Jak się to u księdza zaczęło?

– Przed święceniami kapłańskimi byłem, jako diakon, posłany na praktykę do pracy w Rusinowicach. Po święceniach byłem wpierw wikarym w Świerklańcu, a po pięciu latach zostałem przeniesiony do Rusinowic. Wówczas z zasady dyrektorem Ośrodka był proboszcz Rusinowic. Gdy jednak dotychczasowy proboszcz ks. prałat Franciszek Balion przeszedł w ub. roku na emeryturę, oddzielono funkcje i mnie powierzono kierownictwo nad Ośrodkiem.

– Czuje Ksiądz tę pracę?

– Kto przez chwilę jest na tym miejscu, zmienia optykę w spojrzeniu na niepełnosprawność. Chciałbym, aby każdy kiedyś przyjechał na to miejsce i zobaczył radosne buzie dzieci mimo niesprawności – to najlepsza dewiza Rusinowic.

– Można was odwiedzić?

– Jak najbardziej. Np. jadąc autobusem na pielgrzymkę do Częstochowy można zboczyć do Rusinowic, leżą niedaleko Lublińca, i zwiedzić Ośrodek. Księża powinni uwrażliwić ludzi na problematykę niepełnosprawności.