środa, 24 kwietnia 2019

imieniny: Aleksandra, Horacego, Grzegorza

RSS

24.12.2017 09:00 | 0 komentarzy | red

- Jadąc z Raciborza w kierunku Wodzisławia Śl. napotkamy za Brzeziem drogowskaz: „Nieboczowy 3”, kierujący w prawo. Informacja jest mylna: nie ma już tam Nieboczów. Domy zostały zrównane z ziemią, sady zarosły chwastami, kościół został wyburzony, a miejscowy cmentarz – przeniesiony - pisze ks. Jan Szywalski.

Zmartwychwstała wioska
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Kilka kilometrów dalej, jadąc tą samą szosą, między Syrynią a Rogowem jeszcze raz widzimy drogowskaz kierujący nas do Nieboczów, tym razem w lewo. Tu są owe „nowe” Nieboczowy, o których się często mówi. Te pierwsze, skazane na zalew, na potopienie, dały się tu odtworzyć na bezpiecznym wzniesieniu. Zdaje mi się, że jest to pierwszy przypadek, że starano się, by wszystko, co było drogie mieszkańcom na dawnym miejscu, przenieść na nowe.

Barbara Mazurek jest córką byłego sołtysa Nieboczów Łucjana Wendelbergera, który był „duszą projektu”, aby po przesiedleniu mieszkańców, odtworzyć na nowo klimat ich „małej ojczyzny”.

Nowe Nieboczowy

Podjeżdżając szosą ze świeżym asfaltem na małe wzniesienie mamy nagle przed sobą miły dla oczu widok na nowe Nieboczowy: kilkadziesiąt domów jednorodzinnych luźno rozrzuconych, po prawej kościół o świeżych, jasnych murach, w środku zaś budujący się nowy duży gmach.

Kościół

Od czego zaczynamy zwiedzanie?

– Proponuję, żeby od kościoła – zachęca pani Barbara. Jest katechetką w szkole specjalnej w Raciborzu, matką dwójki dzieci i zaangażowana w życie parafialne w Nieboczowach.

– Uważam, że najbardziej łączy ludzi kościół. Czujemy się w tym nowym, jak w starym. Cieszy nas to, że w niedzielę kościół jest pełen ludzi; przychodzą do nas sąsiedzi z ulicy Dąbrowy oraz mieszkańcy innych miejscowości. Nieboczowian jest na razie tylko 180, a w kościele bywa 600 wiernych. Często dawni mieszkańcy Nieboczów, którzy się zbyt pospieszyli, wzięli odszkodowanie i osiedlili się w Lubomi, Raciborzu, czy innych miejscowościach, tęsknią za „swoim kościołem” i kiedy przyjeżdżają łzy spływają im po policzku.

Budynek nowego domu Bożego sprawia niezwykle miłe wrażenie: świeże jasne ściany, częściowo obite drzewem, dają wrażenie ciepła.

– Nasz proboszcz ks. Mariusz Pacwa chciał, by nowa świątynia zawierała pewne elementy pierwszego, drewnianego kościoła – stąd to drewniane obicie części ścian – zaś z wyglądu, by przypominała tę wyburzoną, zbudowaną w 1930 r. świątynię. Z niej przenieśliśmy wszystko, co się dało.

Rzeczywiście: ołtarz główny ze św. Józefem jest ten sam, który pamiętam ze „starych” Nieboczów. Jest jednak świeżo odrestaurowany, a niedawno nałożone złocenia lśnią w świetle słońca wpadającego przez duże okna. Posadzka jest nowa, ogrzewanie podłogowe.

– Gdy wynosiliśmy sprzęty kościelne ze starej świątyni i gdy opuszczano dzwony z wieży, zebraliśmy przy kościele dzieci. Niech widzą i pamiętają, że na nowym miejscu ten sam głos będzie je wzywał na nabożeństwa. Zostały także przeniesione krzyże przydrożne, a figury świętych ustawione w odbudowanych na nowo kapliczkach aby wszystko „było tak, jak piyrwej było”.