Piątek, 4 grudnia 2020

imieniny: Barbary, Krystiana, Berny

RSS

Epidemia koronawirusa:

Bielickie schronisko im. św. Brata Alberta

08.10.2017 07:00 | 0 komentarzy | (q)

„Być dobrym jak chleb” – czyli bez reszty oddać się innym. Obecny rok poświęcony jest w Polsce pamięci świętego Brata Alberta, którego św. Jan Paweł II nazwał w swym dramacie „Bratem naszego Boga”. Okazją jest setna rocznica jego śmierci; umarł 25 grudnia 1916 r. Do wigilii tego roku rozciągnięto rozważania nad nauką o miłości bliźniego, którą pozostawił swym życiem św. brat Albert.

Bielickie schronisko im. św. Brata Alberta
Ks Jerzy założyciel schroniska oraz kapelan ks. Bronisław
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Urodzony w 1845 r. w rodzinie zubożałej szlachty, został wychowany głęboko religijnie i jako żarliwy patriota. Miał 17 lat, kiedy przyłączył się do powstania styczniowego. Ranny w walce utracił nogę i przez całe życie kulał z jedną protezą. Wyemigrował i studiował sztukę w Monachium. Malował obrazy, często o tematyce religijnej, by „sztukę i talent Bogu na chwałę poświęcić”. Wrócił do kraju i w Krakowie zetknął się ze skrajną nędzą. Był głęboko poruszony, gdy w ogrzewalni miejskiej zobaczył tłum nędzarzy, przebywających tam w nieludzkich warunkach. Uważał, że ludzi nie można pozostawić w tak przerażającym poniżeniu. Zamieszkał wśród nich. Wkrótce objął zarząd nad miejską ogrzewalnią i przekształcił ją w przytulisko, gdzie było pożywienie, dach nad głową i miłosierne serce. Przywdział habit zakonu św. Franciszka jako świecki brat i żył ubogo wśród ubogich.

Gościnny dworek w Bielicach

W Bielicach k. Nysy jest bodajże największe w Polsce schronisko im. św. Brata Alberta. Ks. Bronisław Dołhań, emerytowany proboszcz z Bielic, mój rówieśnik i przyjaciel, kapelan domu, zetknął mnie z założycielem tego przytułku ks. Jerzym Marszałkowiczem, który jest prawie że repliką Brata Alberta. Właściwie nie jest księdzem, ale wszyscy go tak nazywają, ewentualnie mianują bratem. Chodzi zawsze w sutannie i mieszka wśród pensjonariuszy. Jest już staruszkiem, ma 86 lat, jest słaby i gubi się nieco w rozmowie; zresztą niechętnie o sobie opowiada. Dzieli pokój z czterema innymi mężczyznami, odróżnia go tylko to, że nie ma łóżka piętrowego oraz posiada małe biurko i szafkę z książkami.

Ciągnę go za język, by opowiedział mi o początkach swej pracy na rzecz bezdomnych. Mówi nieskładnie; cóż się dziwić starość daje o sobie znać. Wiem też, że o sobie niechętnie opowiada, zresztą niektóre rzeczy o nim znam od mego przyjaciela ks. Dołhania.