środa, 24 kwietnia 2019

imieniny: Aleksandra, Horacego, Grzegorza

RSS

Istniało między nami pokrewieństwo dusz... Ksiądz Szywalski wspomina śp. ks. Mariana Żagana

30.07.2017 06:30 | 0 komentarzy | red

- Mogę go nawet nazwać przyjacielem, ale takim, na którego patrzy się jakby z dołu i to nie tylko dlatego, że był wyższy wzrostem, ale dlatego, że jego osoba budziła respekt - pisze ks. Jan Szywalski o zmarłym niedawno wieloletnim proboszczu parafii w Raciborzu-Markowicach.

Istniało między nami pokrewieństwo dusz... Ksiądz Szywalski wspomina śp. ks. Mariana Żagana
Śp. ks. Marian Żagan, ks. Jan Szywalski
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Przed wszystkim był kapłanem

Parafianka Urszula Kozak mówi o nim: „W księdzu Żaganie było jakby dwóch ludzi: gdy stał za ołtarzem nie istniało dla niego nic poza Bogiem. Cały był skupiony na tym co czynił i mówił. Innym człowiekiem był prywatnie: gawędziarz, zajmujący rozmówca”. Wyczuwać można było jego wielką wiarę, gdy sprawował sakramenty. Czynił to powoli, z namaszczeniem. Niekiedy jako infułat zastępował ks. biskupa, był wtedy dostojny i przejęty tym, co robił. Nigdy się jednak nie szczycił swą funkcją, ani też, o ile wiem, nie przyjmował żadnej gratyfikacji.

Jako kaznodzieja nie był może błyskotliwym krasomówcą, jednak każde słowo było wyważone, głoszone z przekonaniem, dobitnie i wyraźnie. Władze miasta jemu zazwyczaj powierzały nabożeństwa patriotyczne w święto 3 maja lub 11 listopada. Nie było w nim nic z szowinizmu, lecz przemawiał przez niego zdrowy patriotyzm.

Poza ołtarzem był jeszcze konfesjonał. Zasiadał w nim długo przed każdą mszą św. Czekał na ludzi, a byli znów i tacy, którzy czekali na niego, bo był ich kierownikiem sumienia.

Zaszczyty i wyróżnienia

Cenili go wierni, doceniali przełożeni. W 1991 r. otrzymał godność prałata, a w 1994 r. tytuł infułata. Był dziekanem rejonu raciborskiego oraz dwukrotnie wybrany dziekanem naszego dekanatu. Należał do rady kapłańskiej i ścisłego grona konsultorów diecezjalnych. Był również członkiem Kapituły Medalu im. ks. Pieczki. Przy tym wszystkim pozostał skromnym kapłanem, ani nie paradował w należnych mu szatach, ani nie lubił wysokiego tytułowania.