Niedziela, 24 września 2017

imieniny: Gerarda, Teodora, Hermana

RSS

Dostaliśmy szansę na drugie życie

13.07.2017 09:55 | 0 komentarzy | OK

Dla niektórych pensjonariuszy to było nie lada przeżycie. Wspinali się po włazach na dachy,  lecieli pierwszy raz w życiu helikopterem i obserwowali z okien swoich pokoi podpływającą pod budynek Odrę. – Wśród tej wody byliśmy jak Arka Noego. Wiedziałam, że zostaniemy uratowani – wspomina 93-letnia pani Maria, od trzydziestu lat mieszkanka „Złotej Jesieni”.

Dostaliśmy szansę na drugie życie
Pani Maria przeżyła powódź i ewakuację, ale nawet przez chwilę nie miała wątpliwości, że dom zostanie uratowany
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Mieszkańcy domu pomocy społecznej na Ostrogu lipcową pogodę 1997 roku obserwowali z okien swoich pokoi, które zajmowały wyższe kondygnacje budynku, od pierwszego do trzeciego piętra. Chociaż nikt nie był wtedy w stanie przewidzieć rozmiarów zagrożenia, pracownicy placówki zaczęli uzupełniać zapasy wody i żywności, a pensjonariuszy zaopatrywali w świeczki i dowożone przez strażaków lampy naftowe. – Nawet przez chwilę nie czułam strachu. Musiałam zabezpieczyć kaplicę, którą się od lat opiekuję. Wyniosłam ornaty, postawiłam na szafie monstrancję, a Najświętszy Sakrament schowałam w swoim pokoju i poprosiłam Pana Boga o opiekę nad naszym domem – mówi pani Maria, była nauczycielka SP 11.

Wszystko działo się bardzo szybko. Woda zalała wieczorem mieszczący się na parterze pion socjalny, czyli kuchnię, stołówkę, biura, salę rehabilitacyjną, gimnastyczną i kaplicę. W pierwszej kolejności ratowano dokumenty z księgowości i sprzęt do rehabilitacji, który został przeniesiony na wyższe piętra. – Od wtorku do piątku pozostałem w pracy wiedząc, że będę tu potrzebny. Pamiętam chwilę, gdy wróciłem do domu i poczułem, że jestem w jakimś innym świecie. Czyste i suche ulice, spacerujący ludzie i toczące się zwykłym torem życie. Po tym co widziałem na Ostrogu, to był szok – mówi kierownik działu technicznego DPS-u Robert Polis.

Pierwsze ewakuacje zaczęły się po południu 9 lipca. Niektórych mieszkańców przewożono helikopterami, inni płynęli wojskowymi amfibiami, a gdy woda opadła, korzystano również z wozów strażackich. Pensjonariusze trafili do Lysek, Gorzyc, Borowej Wsi i Rudy Śląskiej, gdzie znajdowały się podobne ośrodki. Wraz z nimi oddelegowano tam część pracowników raciborskiej placówki. – Zawsze mieszkałam na trzecim piętrze, więc kiedy w 1997 roku woda zaczęła się podnosić, obserwowałam całą sytuację z okna swojego pokoju i miałam nadzieję, że nie będziemy musieli opuszczać domu. Nie chciałam lecieć helikopterem, więc czekałam do ostatniej chwili, aż woda trochę opadła i mogłam pojechać wozem straży pożarnej. Najpierw trafiłam do Lysek, gdzie ugoszczono nas śniadaniem, a potem odwieziono do Gorzyc. Tam znaleźli mnie moi synowie, którzy nie mieli ze mną od czasu powodzi kontaktu i bardzo się martwili. Zabrali mnie do siebie, a do domu wróciłam jako jedna z pierwszych. Pamiętam, że nie miałam jeszcze wtedy skończonej łazienki, bo wciąż trwał remont, ale czułam, że znów jestem u siebie – dodaje.

Jak tylko wody opadły, zaczęło się wielkie sprzątanie, w którym pracownikom ośrodka pomagali strażacy, wojsko, firma budowlana CDK oraz zakład higieny komunalnej. – Pierwszych sześćdziesięciu mieszkańców wróciło do Raciborza w połowie grudnia. Choć remont nadal trwał, radość z powrotu do domu była ogromna. Pozostali dołączyli do nich jesienią następnego roku.

Powstały w latach 80. budynek dzisiejszego DPS „Złota Jesień” miał na początku pełnić rolę hotelu robotniczego. Dopiero później przekwalifikowano go na dom pomocy społecznej. Postawiono dodatkowy budynek i łącznik, zaplanowano dźwigi do przewozu osób i całość zmodernizowano na potrzeby ludzi starszych i niepełnosprawnych, ale dopiero powódź, jakby na przekór losowi, otworzyła przed placówką nowe możliwości. – Mogliśmy wszystko zaplanować lepiej niż kiedyś. Zainwestowaliśmy we własną kotłownię, wymieniliśmy wszystkie okna, zmieniliśmy wygląd stołówki i kaplicy. Spędzamy tu połowę swojego życia i dziś mogę śmiało powiedzieć, że czuję się tu bezpiecznie – mówi Robert Polis, a główna księgowa placówki dodaje, że „Złota Jesień” była jedną z nielicznych jednostek, które miały wykupione ubezpieczenie na wypadek powodzi. – Dostaliśmy środki na gruntowny remont, który kosztował 10,5 miliona złotych. Powódź pozwoliła nam odrodzić się na nowo – podsumowuje Danuta Hopko.

Katarzyna Gruchot