Czwartek, 19 października 2017

imieniny: Piotra, Pawła, Ziemowita

RSS

Widziałem mężczyzn płaczących na wałach

11.07.2017 09:46 | 5 komentarzy | ma.w

O wydarzeniach z lipca 1997 roku opowiada z własnej perspektywy Mirosław Lenk ówczesny pełnomocnik prezydenta miasta zarządzający akcją pomocy powodzianom.

Widziałem mężczyzn płaczących na wałach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Stracił wszystko. Dostał koc i prowiant

Pamiętam z tamtego czasu mężczyzn płaczących na wałach, ze łzami w oczach docierających do SP 15. To były osoby znane i cenione, na ważnych stanowiskach. Na przykład prezydenta Jana Kuligę czy późniejszego wicestarostę Krzysztofa Kowalewskiego. Ktoś tracił majątek życia i nie widział wyjścia z sytuacji na ten moment. Zalane samochody, zatopione mieszkania. U nas taki ktoś dostał koc, coś do jedzenia i torbę prowiantu. To było wszystko z czym wtedy zostawał. Ludzie się odbudowali dzięki własnym wysiłkom, bo pomoc rządowa była niewielka. Samorząd dostał pieniądze na odbudowę infrastruktury.

Przyszła pomoc, nadeszły pokusy

Nie wiedzieliśmy jak przyjmować tak obfitą pomoc jaka nadeszła. Jak katalogować te wszystkie rzeczy? Nie miałem tam ludzi do tego przygotowanych. Dziś taki punkt pomocy powodzianom poprowadziłbym na pewno sprawniej. Tam było tyle dobra, tyle majątku, z zagranicy i Polski. Trzeba było wszystko zabezpieczyć, musiałem prosić policję i nadwiślańczyków o ochronę i pilnowanie. Zdarzały się kradzieże i próby wyłudzeń, próby wynoszenia z magazynu. Robiły to też osoby pomagające przy akcji pomocowej. Musiałem wszystko sprawdzać, prowadzić rozmowy, a nikt nie był wolny od pokus, nawet ja. Tych rzeczy nie można było gdzie indziej dostać. To była dobra, zagraniczna chemia gospodarcza, kosmetyki, pasty do zębów. Korciło i kusiło wszystkich, żeby zabrać do domu. Uczyliśmy się tam odpowiedzialności.

Bezinteresowni i solidarni

SP 15 była wtedy wielką kuchnią. Gotowanie odbywało się dla tysięcy osób: powodzian, ratowników, medyków, WOPR-u, żołnierzy i strażaków. Ludzie się bardzo angażowali, bezinteresownie. Zamonitowałem przez vanessę o samochody z kierowcami i zjawiło się ich nawet za dużo. Rozwozili żywność. Tak poznałem np. Henryka Mainusza czy Dariusza Polowego. Oni przez 3 tygodnie nieśli powodzianom pomoc. Robili to bezinteresownie. W kuchni pomagali kucharkom nauczyciele. Była solidarność, taka autentyczna wola pomocy. Ten co go nie zalało pomagał powodzianom swoją pracą. To mnie nauczyło pewnych postaw, które wykorzystuję po dziś dzień gdy potrzebuję pracy zespołowej, wspólnego przedsięwzięcia.

Ludzie:

Henryk Mainusz

Henryk Mainusz

Przewodniczący Rady Miasta Raciborza

Mirosław Lenk

Mirosław Lenk

Prezydent Raciborza