Piątek, 28 lutego 2020

imieniny: Romana, Makarego, Lutomira

RSS

Ja nowym prezydentem Raciborza? To byłby ciekawy eksperyment

02.02.2017 19:05 | 1 komentarz | ma.w

Najmłodszy zastępca prezydenta miasta w Polsce w 1992 roku – Jacek Wojciechowicz. Rodowity raciborzanin, dziś warszawiak, były poseł PO i I zastępca prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wspólnie z nim wracamy do początku jego kariery czyli do Raciborza sprzed 25 lat.

Ja nowym prezydentem Raciborza? To byłby ciekawy eksperyment
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Pamięta pan z jakimi wrażeniami zaczynał pracę w gmachu przy Batorego? To była pańska pierwsza praca w ogóle i pierwszy samorząd w historii Raciborza.

– Działałem politycznie już na studiach, w Komitecie Obywatelskim Solidarność w Raciborzu. Miałem więc już jakieś doświadczenia. Pierwszą kadencję samorządu w Polsce uważam za najlepszą. Jeśli patrzy się na to, jak działały rady, różnych szczebli na przestrzeni lat w Polsce, to odnoszę wrażenie, że z czasem zatracono to, co udało się stworzyć właśnie w pierwszej kadencji. Wtedy panowała powszechna radość z tego, że wreszcie możemy w tej najmniejszej jednostce układać wszystko po swojemu, tak jak tego chcą mieszkańcy. Mając przy okazji świadomość tego, że gmina to kawałek państwa i mamy na nią realny wpływ.

– Spędził pan w samorządzie całą karierę zawodową. Jakie różnice dostrzega pan w momencie jego narodzenia i teraz, po ćwierćwieczu?

– Trudno jest porównywać to z dzisiejszymi czasami. To było tak jak przejechanie z NRD do RFN w latach 80. Szok! Taki pozytywny. Istotną wartością tamtych czasów była merytoryczna dyskusja. Nawet kiedy spieraliśmy się na różne tematy to widać było, że wszystkim zależy na tym, żeby w Raciborzu było po prostu dobrze. Nie było partyjniactwa, upierania się w imię grupowych interesów. Wszyscy byli nastawieni na działanie dla dobra miasta. Nie zawsze rozumieliśmy je tak samo, ale spory były merytoryczne, a nie z jakimiś podtekstami. Niestety w następnych kadencjach już miało to miejsce. Mogę o tym mówić, bo przez 25 lat pełniłem funkcje w różnych zarządach jednostek samorządu. Byłem radnym, wiceburmistrzem, burmistrzem i wiceprezydentem.

– Czy jest w obecnym Raciborzu coś, co zostało z pańskich działań, decyzji podjętych?

– Może naiwnie, ale przychodziliśmy do samorządu z takim przeświadczeniem, że po pierwsze, po 45 latach własności państwowej, wszystko co prywatne jest najlepsze. Zachowaliśmy zdrowy rozsądek i nie prywatyzowaliśmy przedsiębiorstw typu wodociągi czy zakładu utylizacji śmieci. Nie było wówczas silnych podmiotów na rynku prywatnym. Dokonaliśmy jednak szybkiej prywatyzacji sieci miejskich sklepów. To była swego rodzaju wartość. Okres „szczęk”, jakie zagnieździły się w dużych miastach, całkowicie pominęliśmy. Bardzo dużo osób przedsiębiorczych przejęło lokale miejskie i prowadziło sklepy. Po dwóch latach te sklepy wyglądały lepiej niż lokale handlowe w Katowicach. To był trudny proces, startowali do tego pracownicy, również ludzie z zewnątrz. Powołaliśmy 17-osobową komisję, specjalnie tak liczną, aby uniknąć podejrzeń o protekcję. Prywatyzacja była udana i miasto w sensie gospodarczym na tym skorzystało.