Piątek, 6 grudnia 2019

imieniny: Mikołaja, Jaremy, Leontyny

RSS

Nasze panie wolą pracować w Czechach. Bo tam lepiej płacą

16.09.2016 07:00 | 30 komentarzy | art

Coraz częściej słychać narzekania pracodawców na to, że część ich załóg rezygnuje z pracy i przenosi się do Czech.

Nasze panie wolą pracować w Czechach. Bo tam lepiej płacą
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Co jakiś czas w przygranicznych gminach – Godowie, czy Gorzycach odbywają się spotkania przedstawicieli czeskich firm z osobami zainteresowanymi pracą u południowych sąsiadów, głównie w firmie KES z Ostravy. Czym kuszą Czesi? Premią 13–tką i 14–tką, premią 3000 koron po przepracowaniu 3 miesięcy, karnetami na zajęcia sportowe i kulturalne, cateringiem, dofinansowaniem do kolonii, pożyczkami bez oprocentowania. A więc rzeczami, o których u większości rodzimych pracodawców można zapomnieć. Czesi wymagają za to dobrego stanu zdrowia, zdolności manualnych i dyspozycyjności. Oraz gotowości do pracy na akord. Najchętniej, ze względu na charakter pracy – chodzi o produkcję wiązek elektrycznych dla producentów samochodów – zatrudniane są panie. – Czesi uważają, że mają lepsze zdolności manualne i większą cierpliwość do tego rodzaju pracy – mówi Mariusz Adamczyk, wójt Godowa, na terenie którego odbyło się już kilka spotkań czeskich pracodawców z polskimi pracownikami, rozważającymi podjęcie pracy u czeskich sąsiadów.

Przenoszą się głównie ekspedientki

A panie skuszone warunkami płacowymi coraz częściej decydują się na zmianę polskiego pracodawcy na czeskiego. – Przedsiębiorcy skupieni w naszym Cechu na razie tego problemu nie mają, ale owszem dochodzą do nas sygnały, że pracownicy coraz częściej wybierają czeski rynek pracy. Z tym, że najczęściej do Czech odpływają kobiety. Dotyczy to przede wszystkim tych pań, które w Polsce pracują za niższe stawki w różnych punktach handlowych – mówi Jerzy

Waltar, starszy wodzisławskiego Cechu Rzemieślników i Innych Przedsiębiorców.

Z informacji, które udało nam się uzyskać, wynika, że w pierwszym miesiącu pracy kobieta zatrudniona w KES może liczyć na zarobek rzędu 10 tys. koron netto. To prawie 1,6 tys. zł. Ale już w kolejnych miesiącach wynagrodzenie wzrasta do poziomu nawet 15 tys. koron, a więc prawie 2,4 tys. zł na rękę. Bez konieczności przepracowania sobót i niedziel. Można zarobić więcej jeśli pracownik decyduje się na wykonanie nadgodzin. Z opowieści pań, które były na spotkaniach z Czechami (ostatnie odbyło się 5 września w Gołkowicach), wynika że wiele z nich pracowało do tej pory w handlu i u polskiego pracodawcy nie mogły liczyć ani na pełny etat, ani na płatne nadgodziny. – Pracowałam w dużej sieci handlowej, na umowę o dzieło. Za dwa tygodnie pracy otrzymałam niecałe 400 zł. Byłam załamana. Przeniosłam się do innej sieci. Warunki nieco lepsze, ale i tak bez porównania z tymi, które oferują Czesi – mówi młoda kobieta, która na spotkanie do Gołkowic przyjechała z Moszczenicy.

Problem w kosztach wynagrodzenia

Krzysztof Dybiec, prezes wodzisławskiej Izby Gospodarczej zauważa jednak, że do Czech coraz częściej odchodzą również specjaliści. – Zjawisko jest o tyle złe, że w Polsce już brakuje rąk do pracy. Kiedy pracę w Czechach znajdowały osoby długotrwale bezrobotne, była to sytuacja jak najbardziej pożądana. Ale teraz dochodzi do sytuacji, że z naszych firm zaczynają odchodzić wykwalifikowani specjaliści, którzy podejmu ją w Czechach proste prace – mówi Dybiec. Jego zdaniem problem leży w strukturze kosztów wynagrodzenia. – Pracodawca w Polsce chciałby dać zarobić więcej, ale nawet minimalna podwyżka niesie ze sobą spory wzrost obciążeń podatkowych dla pracodawcy – wyjaśnia Dybiec. To o czym mówi prezes IG najlepiej obrazuje konkretny przykład. Z dostępnych powszechnie kalkulatorów płacowych wynika, że jeśli w 2016 r. pracownik zarabia 3 tys. zł na rękę, to jego wypłata brutto wynosi około 4,2 tys. zł. Ale już łączny koszt takiego wynagrodzenia dla pracodawcy kształtuje się na poziomie prawie 5,1 tys. zł. A więc około 2,1 tys. zł idzie na przeróżnego rodzaju składki, fundusze i podatki. – W Czechach jest to zupełnie inaczej rozwiązane, obciążenia dla pracodawcy są zupełnie inne, stąd też na podstawowych stanowiskach zarabia się tam tyle ile u nas zarabiają nierzadko specjaliści – puentuje prezes Izby.

Naciski na włodarzy gminy

Właścicielowi stacji benzynowej w powiecie wodzisławskim jednego tylko dnia zwolniło się pięć pań. – Powiedziały, że idą pracować do Czech. Oczywiście nie utrudniam im, bo to ich prawo. Ale dla mnie to spory problem, skoro z dnia na dzień zwolniło mi się pół załogi. Wszystkie były wyszkolone, miały doświadczenie. Trochę się dziwię, bo teraz poszły do zupełnie innej pracy. A ja muszę szybko znaleźć pracowników – opowiada nam właściciel stacji, działającej pod znaną marką, prosząc by nie wymieniać o którą z nich chodzi. Ogłoszenie o tym, że szuka pań do pracy znalazło się m.in. na stronie internetowej Urzędu Gminy w Mszanie. Podobne problemy mają właściciele sklepów, którym nie tylko, że sporo załogi zapowiedziało odejścia, to jeszcze coraz trudniej te ubytki zapełnić. Kartki na sklepowych drzwiach z informacją o chęci zatrudnienia pracowników są coraz częstsze. Przedsiębiorcy są do tego stopnia zdesperowani, że zaczęli wywierać naciski na włodarzy gmin. – Pewien przedsiębiorca poprosił mnie bym nie organizował na terenie gminy spotkania z przedstawicielami czeskiej firmy – przyznał ostatnio na sesji rady gminy Mirosław Szymanek, wójt Mszany. Mariusz Adamczyk, włodarz Godowa również przyznaje, że miał do czynienia z naciskami by takich spotkań nie organizować. – Odpowiadam, że mamy wolny rynek i czas zrozumieć, że jeśli chce się zatrzymać pracowników, to po prostu trzeba poprawić im warunki zatrudnienia – mówi Adamczyk.

Rynek pracodawcy się skończył, warunki dyktują pracownicy

W siedzibie KES dowiedzieliśmy się, że firma zatrudniana obecnie około 180 kobiet z Polski. Zamierza jeszcze zatrudnić około 250 osób. Kolejne spotkanie z potencjalnymi pracownikami z Polski odbędzie się 15 września w Gorzycach (w tej gminie też były naciski by spotkania nie organizować). Firma nadal rekrutuje w Polsce, bo z informacji, które do nas dotarły wynika, że wojna o pracownika trwa również w samych Czechach. Dotychczasowych pracowników KES, zarówno czeskich jak i polskich podbierają inne koncerny działające na północy Czech. Chodzić ma m.in. o firmę Shimano, japońskiego potentata w produkcji podzespołów rowerowych. Japończycy mają swoją halę produkcyjną nieopodal Karviny, gdzie zatrudniają pół tysiąca ludzi. To rzut beretem od polskiej granicy. A wkrótce mają otworzyć kolejną halę produkcyjną, co pewnie wiązać się będzie ze wzrostem zatrudnienia. Z kolei wójt Godowa powiedział nam, że KES zamierza od października utworzyć linię autobusową do Polski, by ułatwić pracownikom z naszego kraju dojazd do pracy. Jak najgorzej wróży to zaś przede wszystkim polskim pracodawcom. O ile ci nie zmienią swojego podejścia do polityki personalnej w swoich firmach. – Zachęcam przedsiębiorców zrzeszonych w naszej Izbie by zwiększyli swoje marże i w ten sposób mogli sfinansować podwyżki dla pracowników. Lata 90–te, kiedy robiono wszystko po kosztach, by mieć jak najwyższy zysk minęły. A nie wszyscy o tym pamiętają – mówi Dybiec.

Artur Marcisz