Niedziela, 21 lipca 2019

imieniny: Daniela, Dalidy, Benedykta

RSS

Amerykanin zakochany w Raciborzu

15.01.2016 07:05 | 0 komentarzy | ma.w

Tomasz Loch jest 40-latkiem osiadłym na Long Island (100 km od Nowego Jorku). Wywodzi się z Raciborza. Tutaj uczył się w technikum mechanicznym, wcześniej chodził do SP 12 i przedszkola przy Ogrodowej – obu placówek już nie ma. Polskę opuścił 15 lat temu. W USA mieszka z żoną i dwojgiem dzieci. Spytaliśmy go co myśli o współczesnym Raciborzu, który odwiedził tej zimy.

Amerykanin zakochany w Raciborzu
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Jak intensywny kontakt utrzymuje pan z Raciborzem?

– Mam w mieście paru kolegów. Wymienię dla przykładu Odyseusza Olbińskiego, znanego choćby z organizacji Intro Festivalu. To mój przyjaciel z czasów dzieciństwa. On tym festiwalem robi coś interesującego dla miasta. Intensywny kontakt utrzymuję oczywiście z rodzicami. Dzwonię, łączę się przez internet. Ten kontakt jest non stop. Inna sprawa, że dość rzadko przyjeżdżam.

– W ciągu tych 15 lat zawitał pan do Raciborza dwukrotnie. Czy coś pana zakoczyło w trakcie tych wizyt?

– Widać, że miasto się rozwija i idzie do przodu. Według mnie to narualna sytuacja po trasformacji ustrojowej i ekonomicznej. Gdy odwiedziłem rodziców po 8 latach w USA to byłem zszokowany jak Racibórz w pewnych obszarach się zmienił. To było pozytywne zaskoczenie.

Miasto było czystsze, ładniejsze. Jak pojawiłem się po kolejnych 7 latach to tych zmian znowu jest wiele. Najbardziej impnuje wygląd zamku. Znałem go z czasów szkolnych, kiedy to była jedna, wielka ruina.

– Pańska opinia różni się od tych, które słychać w samym Raciborzu. Tutejsi narzekają, że nic się nie dzieje, a miasto podupada.

– Niekiedy zaglądam do raciborskiego internetu. Nie podoba mi się ten hejt, to straszne. Jak widzę co ludzie wypisują o ludziach, którym się udało to uważam to za nienormalne. Tym sie różnimy od Amerykanów. Oni podziwiają ludzi sukcesu, a w Polsce tacy są obiektem podejrzeń. Tak się dzieje także w przypadku miasta. Przecież wypiękniało, a narzekań nie brakuje.

– Co ma pan na myśli mówiąc, że Racibórz wypiękniał?

– Zawsze się wyróżniał w regionie. Kiedy odwiedzam rodziców lubię spcerować po rynku, wybieram się na przechadzkę Długą. Teraz doszedł do tych miejsc skwer z fontanną. To jest coś wspaniałego. Wieczorem wygląda zjawiskowo, szkoda, że nie byłem tu latem gdy tryska woda. Racibórz powinien chwalić się też ścieżkami rowerowymi. Jest ich dużo i dobrej jakości. To ważne dla gości z zewnątrz. Podobnie jak nowy basen. Takie atrakcje przyciągają. Muszę przyznać, że infrastruktura miejska jest tutaj lepsza niż u mnie w USA.

– Odpowiada za nią, pośrednio, pański ojciec. Został radnym miejskim. Jak pan to odbiera?

– Byłem zdziwiony, że zdecydował się kandydować do rady miasta, ale tego chciał. Jest liderem w swoim środowisku starszych raciborzan, mama też. Cieszy mnie ich zaangażowanie w sprawy społeczne. Że udzielają się zamiast siedzieć w domu i nic nie robić. Najważniejsze, że ta aktywność daje im szczęście.

– Coś jeszcze panu wpadło w oko w Raciborzu?

– Odnowiony zajazd biskupi. Świetnie się prezentuje. Też pamiętam jaka to była rudera. Teraz widzę, że powstaje coś nowego na rynku. Jak to zobaczyłem to nie powiem, żebym był zachwycony, ale to faza budowy, więc może efekt końcowy będzie zupełnie inny.

– Wizyta w Polsce ograniczyła się tylko do naszego miasta?

– W czasie tego krótkiego pobytu pojechałem też do Katowic. Racibórz wypada w porównaniu ze stolicą Śląska korzystniej. Raziła mnie bieda widoczna tam na ulicach. Obok bogactwa jest tam wielu żebrzących, zaniedbanych ludzi. Siedzą czy leżą na chodnikach. W Raciborzu na szczęście tego nie ma.

– Wraca pan za ocean. Za czym będzie pan tęsknił?

– Bardzo lubię krokiety, które robi dla mnie tato. Choć mamy u siebie polskie sklepy to takich krokietów jak te od ojca nigdy nie jadłem w USA. Tego mi tam będzie brakowało.

Ludzie:

Janusz Loch

Janusz Loch

Radny Gminy Racibórz