Sobota, 20 kwietnia 2019

imieniny: Agnieszki, Czesława, Amalii

RSS

Sławomir Janowski: My nie odpuszczamy

26.11.2015 08:41 | 0 komentarzy | żet

Z dyrektorem Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego Nr 2 „MECHANIK” w Raciborzu rozmawiamy o powiatowej reformie szkolnictwa zawodowego, współpracy szkoły z pracodawcami i korzyściach, jakie z niej wynikają oraz o współczesnej młodzieży, która „ma swoje za uszami”, ale wcale nie jest taka zła, jak się powszechnie o niej sądzi.

Sławomir Janowski: My nie odpuszczamy
Sławomir Janowski - dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego Nr 2 "Mechanik" w Raciborzu
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Co zmieniło się w funkcjonowaniu „Mechanika” w pierwszym roku powiatowej reformy szkolnictwa zawodowego i technicznego?

– Szczerze powiedziawszy... niewiele. Dlatego, że akurat w przypadku tego centrum kształcenia zawodowego i ustawicznego te zmiany są mniej rewolucyjne. To, co zyskaliśmy, to na pewno przestrzeń. Jest więcej sal dydaktycznych, dzięki czemu lekcje nie kończą się już po 16.30 czy nawet 17.15. Zyskaliśmy też wiele powierzchni do wyremontowania, co docelowo powinno poprawić jakość części praktycznej kształcenia zawodowego. Ogólnie rzecz biorąc, wróciliśmy do tego co było – budynki, które przejęliśmy to nasze stare warsztaty, czyli niejako wracamy do korzeni.

– Warsztaty to bardzo ważna część składowa kształcenia zawodowego. Jak przedstawia się ich stan w kierowanej przez Pana placówce?

– Spora część pomieszczeń warsztatowych niewątpliwe wymaga remontów, ale nie możemy powiedzieć, że sytuacja warsztatowa jest bardzo zła. W związku z reorganizacją będziemy dążyli do ubranżowienia ckz-ów. Część warsztatów – budowlane, fryzjerskie, architektury krajobrazu – docelowo znajdzie się w budynkach CKZiU nr 1 (w jego skład wchodzą dawne zespoły szkół budowlanych, ekonomicznych i zawodowych, CKZiU nr 2 to właśnie „Mechanik” – red.). Zagospodarowanie zwolnionych pomieszczeń będzie wymagać nakładów finansowych, ale w ramach projektów unijnych mam nadzieję, że uda nam się to zrealizować.

- Szkoła to przede wszystkim uczniowie. W poprzednich latach „Mechanik”, pomimo niżu demograficznego i mody na licea, nie miał problemu z naborem. Co o tym decydowało?

– Rzeczywiście myśmy problemów z naborami nie mieli. Wiadomo, że każdy chciałby mieć jeszcze więcej uczniów, ale gdybym powiedział, że jestem niezadowolony z poziomu naborów w ostatnich latach, to bym przesadził. Nigdy też nie było tak, że „Mechanik” przegrywał nabory z ogólniakami – pomimo mody na licea u nas klasy szybko zapełniały się nowymi uczniami. Myślę, że decyduje o tym kilka rzeczy. Na pewno 68-letnia tradycja szkoły i renoma, jaką „Mechanik” cieszy się w bliższym i dalszym środowisku... Dalszym, bo przyjeżdżają do nas uczniowie, którzy mimo sporych problemów z dojazdem do Raciborza wybierają właśnie „Mechanik”.

W ostatnim okresie szczycimy się również bardzo dobrą zdawalnością matur. To wyraźnie pokazuje, że przykładamy wagę nie tylko do zajęć praktycznych i zawodowych, ale też dobrze przygotowujemy uczniów do egzaminu dojrzałości. Udało nam się również wypracować przekonanie, że „Mechanik” to szkoła bezpieczna, w której uczniowie mogą liczyć na pomoc pedagogów w trudnych sytuacjach, również życiowych. Na wyróżnienie zasługuje również ogromna praca promocyjna nauczycieli i uczniów, którzy prezentują szkołę i kierunki kształcenia w gimnazjach oraz podczas rozmaitych przedsięwzięć zewnętrznych, jak Dni Nauki i Techniki, czy październikowy Festiwal Perspektyw. Nie oznacza to jednak, że nie ma już nic do poprawy. Jest i o tym musimy nieustannie pamiętać. Nic nie jest dane raz na zawsze.

– „Mechanik” kojarzy się jednak głównie z kształceniem zawodowym...

– Przygotowujemy dobrze lub bardzo dobrze uczniów do tego, aby podejmowali pracę. W efekcie nasi absolwenci często tę pracę znajdują. Szkoda, że część z nich poza granicami kraju, ale najważniejsze, że znajdują ją w wyuczonym zawodzie. Już podczas praktyk pokazują się pracodawcom z dobrej strony, dzięki czemu często gwarantują sobie pracę przed ukończeniem szkoły. Nie bez znaczenia jest również współpraca, którą „Mechanik” prowadzi z zakładami pracy.

– Współpracujecie z RAFAKO, ale też z innymi zakładami pracy. Jakie korzyści czerpią ze współpracy zainteresowani – uczniowie, szkoła i firmy?

– Za ”Mechanikiem” stoją duże zakłady pracy jak RAFAKO, Koltech, Prevac, ale też mniejsze z branży rzemieślniczej, elektrycznej, czy mechanicznej, które również są cenione i pozytywnie odbierane na rynku. Współpraca z zakładami pracy jest kluczowa dla odpowiedniego przygotowania uczniów do pracy zawodowej, co – nie oszukujmy się – jest podstawowym zadaniem techników i szkół zawodowych. Tu w szkole możemy im pokazać pewne rzeczy, od strony teoretycznej zrobimy to być może nawet rewelacyjnie, ale nic z tego nie będzie, jeśli część praktyczna nie będzie właściwie realizowana. I do tego potrzebni są pracodawcy. Na praktykach w klasach technikum, czy jako pracownicy młodociani w klasach zawodowych, uczniowie mogą zapoznać się z nowoczesnym sprzętem i nasiąknąć kulturą pracy, poznać zasady, które obowiązują w firmach.

Dla firm najważniejsze jest, że potrafimy przygotować im pracownika, bo informacje o spadku bezrobocia w powiecie raciborskim przekładają się na rosnące problemy kadrowe pracodawców.

– Firmy często zgłaszają Wam zapotrzebowanie na pracowników?

– Ciągle prowadzimy rozmowy z kolejnymi firmami. Czasem to my jesteśmy stroną inicjującą, innym razem to przedsiębiorstwa zgłaszają się do nas. Tak było w przypadku Sunexu, Ensolu, SGS-u i Staltechu, z którymi od kilku lat świetnie nam się współpracuje. Tak jest z rzemieślnikami, bez których również nie dalibyśmy rady. W ostatnim czasie mieliśmy takie sygnały również z Eko-Okien, Henkla i Mieszka. Firmy muszą jednak pamiętać, że od zgłoszenia zapotrzebowania na pracownika do jego wejścia na rynek pracy musi minąć okres minimum trzech lat, tym niemniej, gdy taki sygnał otrzymujemy, zawsze staramy się otworzyć oddział o określonym profilu kształcenia.

– Wspominał Pan o tym, że podstawowym zadaniem szkół zawodowych i techników jest przygotowanie młodych ludzi do podjęcia pracy zawodowej. Tymczasem przez całe lata pokutowała opinia, że to droga dla uczniów słabszych, którzy nie nadają się na studia. Czy Wasi uczniowie są dumni z bycia „zawodowcami”?

– Jak już wspominałem, „Mechanik” zawsze cieszył się renomą, nawet w czasach mody na licea. Nasi uczniowie są dumni z tego – przynajmniej mam taką nadzieję – że chodzą do „Mechanika”, są dumni ze swoich pasji i umiejętności. Efekty tego widać na imprezach takich jak Festiwal Perspektyw, gdzie połowa tego, co prezentowała nasza szkoła, to były prace własne uczniów. Ze swojej strony próbujemy z radą rodziców wspierać te ich pasje. W tym celu organizujemy szkolny pokaz talentów, na którym uczniowie prezentują wykonane przez siebie urządzenia, wynalazki, rozwiązania techniczne. Jedną nagrodę przyznają uczniowie, drugą nauczyciele, trzecią przyznaję ja. Z początku trzeba ich było przekonywać do wzięcia udziału w pokazie, dziś sami przychodzą, pytają się, kiedy będzie kolejna edycja, chcą zaistnieć, pokazać się. W przypadku uczniów zawodówki to jest też kwestia naszego do nich nastawienia.

– A jakie nastawienie macie do uczniów zawodówki?

– Przede wszystkim nie dzielimy uczniów na tych z zawodówki i technikum. Ostatnio miałem rozmowę z jedną z klas, która nabroiła. Próbowali tłumaczyć swoje niewłaściwe zachowanie argumentem „ale my jesteśmy z zawodówki i my jesteśmy debilami”. Powiedziałem im, że konsekwencje będą wyciągnięte z dwóch powodów – po pierwsze za to, że niewłaściwie się zachowali, a po drugie za to, że próbowali mnie oszukać, mówiąc coś, co nie jest prawdą. Często są słabsi, ale debilami na pewno nie.

Uczniowie technikum mają więcej możliwości pokazania się, dlatego wszędzie tam, gdzie była możliwość dowartościowania uczniów z zawodówki – robiliśmy to. Tutaj ogromną rolę odegrała współpraca z Raciborską Izbą Gospodarczą. Przyznawane przez RIG stypendia przeznaczyliśmy właśnie dla uczniów zawodówki, bo dla nich to była jedyna szansa na wyróżnienie. W efekcie mamy wielu uczniów w klasach zawodowych, którzy kończą szkołę z wyróżnieniem. Ich nazwiska są umieszczane na wspólnej galerii, gdzie również nie ma podziału na zawodówkę i technikum, liczy się tylko średnia ocen. Dobrą pracę wykonuje tu również RAFAKO, które na koniec roku szkolnego nagradza najlepszych w nauce i części praktycznej.

Poza tym do zawodówki coraz częściej przychodzą uczniowie, którzy mają już określoną ścieżkę na życie: szkoła zawodowa, następnie liceum i kwalifikacyjny kurs zawodowy na technika, a potem praca, czasem połączona ze studiami zaocznymi. Ci uczniowie wiedzą, czego chcą, mają swoje pasje i je realizują.

– Pana uczniowie wydają się bardzo karni... Podczas rozmaitych wydarzeń i uroczystości wyróżniają się galowym strojem. Czy współczesna młodzież jest rzeczywiście taka zła, jak często się o niej mówi?

– Słowo karni nie jest tu chyba najlepsze... W dzisiejszym świecie młodzieży odpuszcza się pewne rzeczy. My nie odpuszczamy. To są lata pracy, przekonywania ich, że dyscyplina ma sens. Jeśli np. przyjęliśmy, że w określonych sytuacjach mają być w stroju galowym, to go po prostu wymagamy. Tym się wyróżniamy na tle innych szkół. W efekcie nie muszę im tłumaczyć, że gdy prezentują się na zewnątrz, to mają być np. w garniturach.  To jest też dla nich taka swoista inwestycja na przyszłość, bo przecież znajdą się kiedyś w takich sytuacjach, że będą musieli założyć garnitur – czy im się to podoba czy nie. I to że nabierają tego nawyku u nas, powoduje, że w przyszłości nie będą mieli z tym kłopotów.

To jest taka młodzież – jak każda młodzież – rozgadana, rozkrzyczana, ale jeśli zaczynamy akademię, to robi się porządek. Nie musimy ich prosić o „pozwolenie” na zabranie głosu. To tylko pokazuje, że współczesna młodzież, o której mówi się bardzo źle, wcale taka nie jest. Trzeba tylko nakreślić jej pewne ramy zachowań i wskazać wzorce, do których powinna się stosować. Jeśli tego nie zrobimy, to oni zrobią to sami i wtedy będzie narzekanie i marudzenie, jacy są źli. Nie mamy takiej złej młodzieży, jak się powszechnie o niej mówi. Mają swoje za uszami, ale każde pokolenie miało coś za uszami. Ja moich uczniów mogę tylko chwalić, co nie oznacza, że nie ma problemów.

Rozmawiał Wojtek Żołneczko