Piątek, 15 grudnia 2017

imieniny: Niny, Celiny, Krystiany

RSS

Gospodarstwo to poświęcenie we wszystkie dni roku

15.08.2015 09:36 | 0 komentarzy | KP

W tym roku powiatowe święto plonów będzie miało miejsce w najmniejszej gminie regionu. Tegoroczne dożynki odbędą się w niedzielę 30 sierpnia, a starostami będą państwo Salomea i Jan Szulikowie.

Gospodarstwo to poświęcenie we wszystkie dni roku
Trzy lata temu klacz państwa Szulik miała źrebaka. Niestety w tym roku nie udało jej się wychować potomka
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Państwo Szulikowie już raz zostali zaproszeni do reprezentowania rolników z Jejkowic na dożynkach gminnych w 2012 roku. Niestety w tym roku także gminę ogarnęła smutna wiadomość o śmierci wójta Czesława Grzeni. W żałobie gminne dożynki ograniczono więc do mszy dziękczynnej za plony. Nie było korowodu i zabaw. Starostowie nie mieli też okazji przekazać wójtowi dożynkowego chleba. Dlatego też obecni włodarze zaprosili ponownie Salomeę i Jana Szulików, a ci zgodzili się być starostami. Gospodarstwo Szulików to przede wszystkim rola. Uprawiają 4 hektary pola. Jak podkreślają, w tym roku plony nie były zbyt wysokie. Udało się zebrać ok. 3 ton zboża na jeden hektar. – Przyczyną były prawdopodobnie wiosenne i letnie susze. Sporo zboża zniszczyły również lipcowe nawałnice. Dobrze, że udało nam się zebrać choć tyle. Żniwa przebiegły bardzo szybko – podkreśla Jan Szulik. Szulikowie w tym roku siali jęczmień i żyto. We wcześniejszych latach uprawiali także ziemniaki, buraki oraz inne zboża.

Inwentarz pod opieką

Oprócz pola, gospodarstwo państwa Szulików to także hodowla. Każdy członek rodziny pomaga w utrzymaniu inwentarza. W sumie na gospodarstwie pracuje 6 osób, razem z wnukami. Wnuki Jana i Salomei mają pod opieką króliki. Nie parę sztuk, ale aż 80 królików. W gospodarstwie znajdziemy też krowę. Jak mówią rolnicy, średnio w roku dojna krowa może dać nawet 4500 litrów mleka. W branży rolniczej słychać także o rekordzistkach, które dają 8, a nawet 9 tys. litrów mleka rocznie. Oczywiście krowa nie daje mleka, jeśli nie ma cielaka. Dlatego nie zawsze można mleko pozyskiwać. Szulikowie mają także klacz oraz drób: kury i gęsi, które są oczkiem w głowie pani Salomei.

Bez świąt

Jak podkreślają gospodarze, kilka lat temu pojawiła się moda na swojskie wyroby. – Ludzie są już zniechęceni chemią, którą serwują nam markety. Często daleko do mleka białemu płynowi, który kupujemy w kartonach. Prowadząc gospodarstwo mamy pewność, że nasze produkty nie mają żadnych chemicznych dodatków. Z doświadczenia wiemy, że swojskie wyroby lepiej smakują. Widzimy, że obecnie moda przerodziła się w pewne przyzwyczajenia żywieniowe. Coraz więcej młodych ludzi wybiera wyroby z małych gospodarstw – ocenia pani Salomea. Oprócz zwierząt hodowlanych, u Szulików znajdziemy też kilka drzew i krzewów owocowych oraz ogródek warzywny na własne potrzeby. – Gospodarstwo to poświęcenie przez 7 dni w tygodniu. Rolnicy nie mają świąt czy niedziel, szczególnie gdy przychodzą żniwa. Ale natura odwdzięcza się swoimi dobrami – zapewnia Salomea Szulik. Efektem zmian w gospodarstwie są często wycieczki w różne rejony Polski, gdzie obejrzeć można pracę kolegów po fachu, którzy wprowadzają różne udogodnienia. Gospodarze z Jejkowic często większą grupą wyjeżdżają na różnego rodzaju targi branżowe, gdzie zobaczyć można nowinki technologiczne, zwierzęta i uprawy.

Problem z ugorami

Jak podkreśla przewodniczący rady gminy Jejkowice Mieczysław Wojaczek, gmina Jejkowice choć mała, może poszczycić się tradycjami rolniczymi. – Obserwujemy pewną stałą, jeśli chodzi o liczbę średnich gospodarstw. Mieszkańcy, którzy z dziada pradziada zajmują się rolnictwem i hodowlą, dalej kultywują te tradycje. Spada natomiast liczba mieszkańców, którzy mają niewielkie pole, uprawiane na własne potrzeby. Coraz trudniej o sąsiedzką pomoc, a często również ciasna zabudowa uniemożliwia wjazd dużej maszyny – jak kombajn. Dlatego niektórzy odpuszczają uprawę swojego poletka – informuje Mieczysław Wojaczek. Jak podkreślają gospodarze z terenu gminy, dużym problemem są zaniedbane nieużytki. Właścicielom działek nie opłaca się ich kosić, przez co cierpią inni. Chwasty bowiem są przenoszone z wiatrem i zanieczyszczają tereny uprawne. Dlatego władze apelują o regularne wykaszanie łąk, by nie tylko ograniczyć rozprzestrzenianie się chwastów i roślin niebezpiecznych jak barszcz Sosnowskiego, ale także zwierząt – np. gryzoni.

(ska)