Niedziela, 25 sierpnia 2019

imieniny: Ludwika, Luizy, Patrycji

RSS

Kompleksy Raciborza względem Wrocławia. Radny Wierzbicki łamie stereotypy

29.07.2015 09:20 | 2 komentarze | web

Chodź, pokaże ci gdzie dziś mieszkam – powiedział do mnie Marek. Poznaliśmy się jakieś piętnaście lat temu we Wrocławiu. Dziś on jest już pełnoprawnym trybikiem tej dolnośląskiej aglomeracji. Ja od dzwonu i wiedziony ciekawością zaglądam do centrum. Przed przejażdżką rozmawialiśmy o możliwych ścieżkach kariery zawodowej, jakie daje Wrocław w porównaniu z mniejszym miastem w górnym biegu Odry. Pojawiły się wspomnienia z dawnych lat. Co rusz łapałem się na tym, że nie mam pojęcia, o jakim miejscu opowiada teraz mój kolega Marek. Coś zmieniło nazwę, a coś innego przeniesiono lub droga została tak przebudowana, że zmieniło to organizację ruchu w tym rejonie.

Kompleksy Raciborza względem Wrocławia. Radny Wierzbicki łamie stereotypy
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

To „chodź, pokażę ci gdzie mieszkam” sprowadziło się do przejażdżki późnym wieczorem przez całe miasto. Rzeczywiście, musiałem sobie przebudować w głowie miasto, które znałem.  Kolega prowadząc swój samochód opowiadał różne historie, które były wywoływane zmieniającymi się za oknem widokami.

Duże miasto. Stolica Dolnego Śląska. Z naszego punktu widzenia El Dorado, które jest wyznacznikiem nieosiągalnych celów na prowincji. I te ich metropolitalne problemy gdzieś już widziałem w mniejszym wymiarze.  Wrocław to większa dynamika życia. Praca jest. Pensje są wyższe. Oferta prac i pracowników jest bogatsza. Jest też druga strona tej złotej monety. Życie jest droższe i jest się bardziej anonimowym, a znajomości są mniej znaczące, bo w końcu można wybrać się np. do komercyjnego szpitala skoro chce się zapłacić za porządną usługę. Wydaje się to normalne.

Przejechaliśmy oświetlonymi ulicami Wrocławia. Marek prowadził auto i mówił i mówił, a na światło dzienne wychodziły też historie, których nie znajdziemy na pierwszych stronach gazet. Jednak o tym za chwilę.  Ulice, którymi jechaliśmy znałem. Jednak znacząca ilość budynków była mi obca. Nowe, a zarazem stare miasto – pomyślałem.  Jechaliśmy ul. Pułaskiego. Nowe budynki, kolorowe witryny zmieniały się po obu stronach drogi. To wszystko zasługa Dutkiewicza? Zapytałem z niedowierzaniem.

-Uchowaj Boże – z uśmiechem odpowiedział mój kierowca – to są prywatne inwestycje. Miasto przebudowało drogę i wywaliło na lewo tory tramwajowe. Jak dla mnie to jest idealny model działania, kiedy miasto nie jest konkurencją dla biznesu. Jak dla mnie, miasto ma optymalnie ułatwić przemieszczanie się miedzy pracą, domem – dokończył myśl.

Jadąc przecięliśmy ul. Komuny Paryskiej. Marek wrzucił nowy wątek.  Widziałeś? – zapytał prawie retorycznie. Jestem ciekaw, czy po jesiennych wyborach zmienią nazwę ul. Komuny Paryskiej? – zaśmiał się głośniej.  Popatrz tu i wskazał mi na ogromny bilbord z napisem „Przyszłość w młodych rękach”. Jedną trzecią plakatu zajmował podpis: „Poseł Czarnecki”.  Kocham to miasto pełne możliwości – rzekł radośnie Marek. Młodość i Czarnecki – westchnął – jak ja byłem młody to w telewizji był już Ryszard Czarnecki. Marek jednak uprzedził moje pytanie. Tu, na plakacie nie ma imienia Ryszard – rzekł z powagą, bo to już jest nieoficjalna kampania do sejmu. Stary Czarnecki chce prawdopodobnie wprowadzić do sejmu swego syna.  Po krótkiej ciszy coś jeszcze dopowiedział pod nosem i na tym tego wieczoru zakończyliśmy temat związany z wielką polityką.

Dojechaliśmy pod Politechnikę Wrocławską. Koło gmachu głównego wybudowano Polinkę, kolejkę linową, która przewozi studentów i pracowników politechniki na drugi brzeg Odry. Kolejka skraca drogę między zainteresowanym z 20 minut jazdy tramwajem do 2 minuty jazdy kolejką. Miasto nic nie dołożyło do uczelnianej inwestycji. Inżynierowie wyliczyli, że budowa jest finansowo uzasadniona. Teraz uczelnia rozbudowuje się na nieużytkach po drugiej stronie rzeki.

Oświetlone budynki Politechniki Wrocławskiej wyglądały przytłaczająco pięknie w porównaniu do budynków Poliklinik Akademii Medycznej po drugiej stronie ul. Curie-Skłodowskiej. Kolega Marek zauważył moje zdziwienie. Wiesz, kliniki przeniesiono na ul. Borowską – wytłumaczył spokojnie. Akademia Medyczna dostała jakieś pieniądze – kontynuował – doinwestowali tamten obiekt, a na te nie mają pomysłu. Od razu przed oczyma przemknął mi obraz naszego raciborskiego starego szpitala z ul. Bema. My mieliśmy pomysł. Sprzedaliśmy staroć prywatnemu, który nie udźwignął ciężaru dobrobytu.

Ta i kolejna opowieść wydała mi się bardzo znajoma. Koło pl. Grunwaldzkiego stał kiedyś wielki namiot cyrkowy. Kupcy wrocławscy urządzili w nim niezłych rozmiarów targowisko. Miasto ich przegoniło z tego miejsca pod pretekstem walki z brzydotą. Powstała tu wkrótce jedna z wielu galerii handlowych.  Jednak, aby udobruchać lokalnych przedsiębiorców i kupców wybudowano im opodal prawdziwą halę targową. Hala Grafit miała 150 stanowisk i ogromny parking, którego przy namiocie brakowało.  Jak doszło do finalizacji to tylko 37 kupców podpisało umowy na wynajem. Przed samym otworzeniem obiektu i oni wypowiedzieli umowy. W sumie drobny handel detaliczny nie wytrzymuje konkurencji z hipermarketami.  Niezależnie jak gminna dogadza straganiarzom to i tak ludzie sami wybierają gdzie chcą kupować. Hala targowa kosztowała 36 mln złotych. Kolejne 4 mln złotych pozwoliło przerobić ją na nowoczesne centrum multimedialne. Poniesiono tutaj kilka oddziałów biblioteki miejskiej, a część udostępniono restauratorom.  Nie wiem, czy zapożyczenie tego pomysłu do Raciborza w miejsce targowiska, by się sprawdziło pod kątem wielkiej biblioteki.  Podejrzewam jednak, że nie jeden restaurator inaczej, by ten plac wykorzystał z korzyścią dla siebie i miasta.

Jadąc dalej ul. Legnicką widziałem niedoszły drapacz chmur. Prywatny inwestor wybudował solidny wieżowiec. Jednak z powodu kryzysu i zastoju na rynku nieruchomości budynek został zmniejszony o 20 pięter. Prywatny inwestor się przeliczył i nie popłacił pomniejszym firmom i teraz oni zgłaszają swoje roszczenia do właścicieli mieszkań. Podobno wszystkie mieszkania nabyte od syndyka masy upadłościowej są wolne od obciążeń. Jak widać, duże miasto to też większego kalibru niespodzianki.

Wg. Marka, jeśli chodzi o mieszkania we Wrocławiu to można zauważyć pewną regułę. Nowi mieszkańcy miasta kupują nawet niewielkie i drogie mieszkania w wieżowcach, byle bliżej centrum. Podkreślają w ten sposób, że są prawdziwymi wrocławianinami.  Trochę znajmy temat.

Drugą tendencją jest kupowanie mieszkań i domów pod Wrocławiem.  Sam Marek mieszka na terenie gminy Kąty Wrocławskie. Natomiast pracuje w dynamicznej firmie na terenie Wrocławia na przeciwległej stronie aglomeracji. Nowa obwodnica i wyremontowane drogi powiatowe umożliwiają mu w godzinach szczytu przejechać ten odcinek w 20 minut.

Jak grzyby po deszczu wyrastają nowe deweloperskie osiedla bloków czteropiętrowych w wiosce Smolec. Nikogo to nie dziwi. Natomiast całe połacie ziemi w Mokronosie Dolnym i Mokronosie Górnym pokryte są domkami jednorodzinnymi.  To w większości rodowici wrocławianie się budują. Mieszkają pod Wrocławiem, a jadą do pracy do Wrocławia. Generalnie,  była tylko kwestia drogi dojazdowej i przygotowanie tych gmin na przyjęcie osadników.

Oni to czynią. U nas podobna koncepcja była już kiedyś omawiana. Kto pamięta hasło prof. Olendra „Mieszkaj w Raciborzu, a pracuj w Aglomeracji Górnośląskiej”? Tak, tylko dojazd do Gliwic lub Rybnika nie wynosi obecnie 20 minut.

Droga u nich powstała i pojawiły się problemy. Chciałbym takich problemów w Raciborzu. Wspomniana wioska Smolec, była zmuszona w zeszłym roku rozbudować dwukrotnie szkołę podstawową, by pomieścić uczniów ze swojego terenu i sąsiednich rozbudowanych wiosek. Przedszkole już mieli duże, a od września szkoła będzie jeszcze większa.  Uczniów przybywa. Nauczyciele mają pracę. W dodatku powstają prywatne przedszkola, szkoły językowe i szkoły muzyczne. Gmina zainwestowała w drogi. Grunt, by nie przeszkadzać i być elastycznym.

Byłem zaskoczony, że kołem napędowym gminnej inwestycji oświatowej był proboszcz Smolca. Gdy to usłyszałem pierwszy raz, to pomyślałem, że jest to scena rodem serialu „Ranczo”.

Niedawno podczas homilii młody ksiądz z raciborskiego kościoła pw.NSPJ powiedział, że ma on wrażenie, że katolik obecnie ma większą wiedzę o prokreacji zgodnej z Katolicką Nauką Kościoła, niż o Trójcy Świętej. Pomyślałem, że wikary to niezły kozak z tak postępowo-zasadniczymi tezami głoszonymi z ambony.  Biskupi z telewizora pewnie by byli skonfundowani.

Jednak informacja o smoleckim proboszczu jeszcze bardziej zrewidowała moją opinię o możliwościach sprawczych sług kościoła.

Marek przytaczał jeszcze więcej ciekawych świadectw tego, jak wygląda życie w budzącym się małym mieście na obrzeżu „El Dorado”. Jednak dwie historie mogą dopełnić ten esej o życiu na styku wielkiego miasta i jego sypialni.

Nowe osiedla powstają za sprawą deweloperów. Klient kupujący mieszkanie chce mieć spokój. Trudno się temu dziwić. Więc wszystkie osiedla są otoczone płotem. Powstają małe getta. Dzieci, aby odwiedzić swych rówieśników ze szkolnej ławy w domu, muszą być wcześniej zgłoszone u ochroniarzy pilnujących posesji. Historia jak z amerykańskiego filmu.

Wrocław i gminny ościenne oprócz pracą nad drogami pracują nad wykorzystaniem potężnej infrastruktury kolejowej w tym rejonie. Ruch osobowy zamiera jak wszędzie. Towarowe składy częściej pojawiają się na torach. Jednak tory są prawie w każdej gminie i każdym osiedlu Wrocławia. Jest już szacowany pomysł, by powstała sieć kolejki miejskiej i podmiejskiej z nowymi małymi stacjami. Składy nie mają być duże, jednak docelowo mają często pojawiać się nawet na podmiejskich stacjach. Przy krańcowych stacjach mają powstać duże parkingi, by przyjezdni spoza tego rejonu zostawiali tu auta, a do Wrocławia dojeżdżali tą kolejką. Efektem pobocznym tej inwestycji będzie mniej aut w godzinach szczytu w samym mieście.

Pomysł jest prosty i nie wymaga dużych inwestycji. Pewnie nie jest on dziełem autorskim inżynierów z Politechniki Wrocławskiej. Gdyby udało się u nas stworzyć taką szybką sieć na Górnym Śląsku i połączyć Racibórz z Gliwicami i Rybnikiem to byśmy na tym zyskali, a oczekiwania związane z drogą Racibórz – Pszczyna nie byłyby tak emocjonujące. Sieć kolejową przecież mamy na Górnym Śląsku. Dodać małe przystanki osobowe w dogodnych dla pasażerów miejscach. Nie trzeba budować nic nowego, można reaktywować przystanek Racibórz Lokomotywownia.

Jak widać podróże kształcą. Kolega Marek niechcący odsłonił mi kotarę blichtru, jaką się widzi patrząc na wspaniały Wrocław. Jednak ich problemy są bardzo podobne do tych, które my mamy. Niektóre sytuacje aż się proszą o zapożyczenie.

Ludzie:

Artur Wierzbicki

Artur Wierzbicki

Radny Powiatu Raciborskiego.