Wtorek, 27 października 2020

imieniny: Iwony, Sabiny, Wincentego

RSS

Czy grozi nam powódź? Wrota przeciwpowodziowe zagrażają. Nikt ich nie naprawia

27.06.2015 10:54 | 0 komentarzy | art

Józef Sosnecki, sołtys Olzy alarmuje, że wrota przeciwpowodziowe przy moście kolejowym nad rzeką Odrą nie spełniają swojej funkcji. Ma również zastrzeżenia do stanu kanałów odprowadzających z pól wodę do Odry i pożwirowych zbiorników. - Te urządzenia nie spełniają swojej roli – przekonuje. Uważa, że zamiast przestarzałych wrót powinna zostać wybudowana normalna śluza.

Czy grozi nam powódź? Wrota przeciwpowodziowe zagrażają. Nikt ich nie naprawia
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Wrota przeciwpowodziowe znajdują się w wale przeciwpowodziowym, biegnącym wzdłuż rzeki Odry. W razie wezbrania mają odcinać wodom Odry drogę do kanałów, którymi do rzeki spływają wody z pól. Główny kanał biegnie wzdłuż linii kolejowej do Chałupek. Obok kanału i wrót przejeżdża każdy, kto wybiera się na dawny ośrodek wypoczynkowy KWK Anna, tzw. Falklandy. Na pierwszy rzut oka wrota wyglądają nieźle. Widać, że ktoś o nie dba. - Gminna obrona cywilna zajmuje się tym obiektem, choć nie wiem czy powinna – wyjaśnia sołtys Sosnecki. - W ramach działań antykryzysowych o stan wrót dbają nasi strażacy – precyzuje Maria Władarz, sekretarz gminy. - Pewnie dlatego kiedy interweniowałem w PKP, które według gminy są właścicielem wrót, to PKP do tej budowli się nie przyznawały. Stwierdzili, że nigdy się tymi wrotami nie zajmowali. I niech zajmuje się nimi ten kto robił to do tej pory – mówił sołtys Olzy na posiedzeniu rady gminy, kiedy nakreślał temat radnym.

Miały zamykać wodzie drogę, a przeciekały

A zajął się tematem, bo według niego ta instalacja hydrotechniczna stanowi dla mieszkańców Olzy olbrzymie zagrożenie. - Wrota się nie domykają i przeciekają. W trakcie powodzi w 2010 roku wlały się przez nie olbrzymie ilości wody - mówi Sosnecki. Na dowód pokazuje zdjęcia z powodzi w 2010r., kiedy w Odrze było tyle wody, że jej poziom sięgał niemal mostu kolejowego. Jak dodaje w sprawie wrót interweniował w urzędzie gminy już wcześniej, ale do tej pory nikt go nie słuchał. - Dopiero obecna władza zajęła się tematem na poważnie – wyjaśnia, kiedy pytamy go dlaczego publicznie poruszył sprawę dopiero teraz, a więc 5 lat po ostatniej dużej powodzi. Należy dodać, że Sosnecki sołtysem jest dopiero od kilku miesięcy.

Wojewoda pyta o wrota

W Urzędzie Gminy w Gorzycach powiedziano nam, że wrota przeciwpowodziowe znajdują się na działce Skarbu Państwa, ale są pod zarządem PKP Polskich Linii Kolejowych. - A konkretnie PKP PLK zakład linii kolejowych w Tarnowskich Górach – mówi nam Maria Władarz. W sprawie wrót urzędnicy z Gorzyc w lutym tego roku interweniowali u Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Katowicach. - W odpowiedzi otrzymaliśmy protokół z kontroli okresowej, dokonanej przez PKP PLK w Tarnowskich Górach w październiku 2014 roku. W protokole nie ma informacji o usterkach, za to jest stwierdzenie, że obiekt nadaje się do użytku i spełnia swoje zadanie. Natomiast po naszej informacji WINB czeka na wyniki kolejnej kontroli, która miała zostać przeprowadzona w maju tego roku. Czekamy na protokół z tej kontroli – wyjaśnia sekretarz gminy. Jak dodaje o tym, że zarządcą wrót jest PKP PLK świadczy również korespondencja z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. - Wojewoda zwrócił się do PKP PLK w Tarnowskich Górach o dostarczenie pozwolenia wodno-prawnego, instrukcję obsługi wrót i aktualną ocenę stanu wrót. Zadał również pytanie czy istnieją możliwości doszczelnienia wrót lub też ich przebudowy – mówi Maria Władarz, pokazując nam pismo wojewody, które dotarło również do UG w Gorzycach.

PKP nie przyznaje się do wrót

Jak na powiedziano w WINB kontrole okresowe stanu technicznego przeprowadza właściciel budowli. To właśnie taką kontrolę wrót przeprowadzono w październiku 2014 roku. Własne kontrole może również przeprowadzić WINB. Na razie nie udało nam się ustalić, czy WINB skontrolował wrota w Olzie, lub czy też ma zamiar taką kontrolę przeprowadzić. Zajmujący się tym tematem zastępca Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego przebywa na urlopie, dlatego w WINB-ie nie potrafiono nam odpowiedzieć na nasze pytania. Wrócimy do tematu kiedy zastępca wróci z urlopu. O sprawę wrót pytaliśmy mailem również w PKP PLK. Firma do wrót się nie przyznaje. - Budowla hydrotechniczna znajdująca się  na końcu bocznego rowu w stacji Olza, nie jest własnością Polskich Linii Kolejowych – odpowiada Jacek Karniewski, z biura prasowego PKP PLK. Nie kryje zdziwienia kiedy mówimy mu, że z urzędniczej korespondencji jasno wynika, że to jednak PKP PLK są odpowiedzialne za budowlę.

Zarośnięte kanały

Dopełnieniem złego - zdaniem sołtysa Sosneckiego - stanu zabezpieczenia przeciwpowodziowego Olzy jest stan kanałów odprowadzających wodę z pól. Są zarośnięte drzewami i krzewami. Jeden kanał, biegnący wzdłuż torowiska zbiera wody z pól aż od strony Gorzyc. Udało nam się ustalić, że należy on do PKP PLK i zostanie wyczyszczony w ramach trwającej właśnie rewitalizacji linii kolejowej. Prawdziwy problem stanowi drugi kanał, który biegnie wzdłuż wału przeciwpowodziowego od wrót do dawnych wyrobisk żwirowych. - Całkowicie zarośnięty drzewami i krzakami, co w przypadku wezbrania utrudnia przepływ wody, a dodatkowo poobrywane gałęzie mogą uniemożliwić zamknięcie wrót. Poza tym przy wysokim stanie wód wał przeciwpowodziowy przesiąka. Tyle, że nie widać w którym miejscu, bo od strony kanału jego zbocze jest tak zarośnięte, że nie sposób cokolwiek dostrzec, nie mówiąc o tym, żeby jakoś na zbocze wału się dostać – wyjaśnia Józef Sosnecki. I przypomina sytuację z 1997 roku, kiedy w tym samym wale powstała wyrwa. - Woda wlewała się tak szybko, że w kilka minut nasze domy zostały zalane – wspomina sołtys.

Bałagan w kanale

Ale szybko porządku w kanale nie będzie, bo choć zarasta od wielu lat to urzędnicy nie wiedzą kto za niego odpowiada. - Kanał biegnie po nieruchomościach różnych właścicieli. Częściowo po terenach Skarbu Państwa, częściowo po terenach PKP, w dalszym biegu także na nieruchomościach gminy. Ponadto nie ma jednoznacznej wykładni, jaki charakter ma ów rów - czy jest to element zabezpieczeń przeciwpowodziowych, czy jest to element drogi, infrastruktury kolejowej czy też ma charakter wyłącznie melioracyjny. A od tego zależy ustalenie kto odpowiada za jego stan – wyjaśnia Wojciech Raczkowski, rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego w Wodzisławiu Śl. Jak dodaje wokół sprawy toczą się też różne postępowania. Część działki chce skomunalizować gmina, inną część nieruchomości chce przejąć PKP. - Do czasu ostatecznego zakończenia tych postępowań starostwo w imieniu Skarbu Państwa nie może dokonywać żadnych nakładów na utrzymanie nieruchomości. Groziłoby to naruszeniem dyscypliny finansów publicznych – wyjaśnia rzecznik starostwa w Wodzisławiu Śl.. Jednocześnie mają być podejmowane czynności w celu ustalenia jaką funkcję główną pełni wspomniany kanał. - Proszę wierzyć, że gdyby to tylko zależało od starostwa, to temat już dawno byłby załatwiony. To samo dotyczy tych nieszczęsnych wrót. Niestety w przypadku terenów Skarbu Państwa jesteśmy tylko pośrednikami – zaznacza Wojciech Raczkowski.

Artur Marcisz


Skąd biorą się zaniedbania?

– wyjaśnienie Starostwa Powiatowego w Wodzisławiu

Sprawa dotycząca rowu to przykład jak skomplikowane są kwestie, dotyczące zarządzania nieruchomościami Skarbu Państwa. Z perspektywy mieszkańca nie powinno mieć znaczenia kto zajmie się takim zadaniem jak na przykład uporządkowanie rowu. Zwłaszcza gdy w sprawie występują same instytucje publiczne - czy to gmina, czy koleje państwowe czy w końcu Skarb Państwa. A przypomnę, że Skarb Państwa także może mieć wielu różnych administratorów. Niestety przepisy w naszym kraju są tak skonstruowane, że to, co dla mieszkańca wydawałoby się oczywiste, z perspektywy procedur już niestety takie nie jest. Niestety zakładnikiem tej sytuacji jest - jak zwykle - podmiot, na którym spoczywa ciężar reprezentowania Skarbu Państwa, a który znajduje się najbliżej mieszkańców, czyli starosta. To bowiem ten organ musi wyjaśniać skomplikowanie materii czy podejmować działania w zakresie administrowania nieruchomościami Skarbu Państwa i to w warunkach chronicznego braku środków na ten cel ze strony właściciela, czyli budżetu państwa, a także braku regulacji stanu prawnego nieruchomości państwowych od pięćdziesięciu lat (sic!) oraz braku pełnego zaangażowania różnych podmiotów publicznych w potwierdzaniu ich prawa do zarządzania tymi nieruchomościami.