Czwartek, 27 czerwca 2019

imieniny: Władysława, Maryli, Władysławy

RSS

Cała sztuka to nie utonąć we krwi - raciborskie krwiodawstwo od kuchni

13.02.2015 09:40 | 0 komentarzy | acz

Ile kosztuje worek krwi, kto kupuje taki towar oraz dlaczego najwięcej honorowych dawców przychodzi oddać krew w piątek? Przyglądamy się jak wygląda praca raciborskiego krwiodawstwa, bez którego nie mogłyby funkcjonować szpitale w regionie.

Cała sztuka to nie utonąć we krwi - raciborskie krwiodawstwo od kuchni
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Lśniący, czerwony gmach przy Sienkiewicza gwarantuje prawidłowe funkcjonowanie szpitali, między innymi w Rybniku, Raciborzu czy Wodzisławiu. Krew z raciborskiego centrum ratuje życie chorym na salach operacyjnych, jej składniki wykorzystuje się również do produkcji leków. Przez chłodnie Raciborskiego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Raciborzu przepłynęło w ubiegłym roku prawie czterdzieści tysięcy litrów krwi. To tysiące uratowanych i leczonych osób, ale i  miliony złotych, bo obrót między placówkami medycznymi odbywa się gotówkowo. Krew jak wszystko ma swoją cenę. – Przepisy precyzyjnie określają ceny, jakie szpitale płacą za składniki krwi, dochodzą do tego również koszty przygotowania danego składnika. Przykładowo, za jedno opakowanie osocza szpital płaci nam 137 złotych, z kolei jedno opakowanie krwi to koszt 180 złotych – wylicza Agnieszka Wiklińska, pełniąca obowiązki dyrektora RCKiK w Raciborzu.

Płytki na telefon

Każdy ze szpitali w regionie posiada swój bank krwi. To zapasy danej lecznicy, które powinny pokryć większość bieżącego zapotrzebowania. Szpital nie jest jednak w stanie przetrzymywać wszystkiego w swoich chłodniach. – W szpitalnym banku krwi nie ma wszystkich składników krwi. Nie przechowuje się tam np. płytek krwi. Ich okres przechowywania to zaledwie pięć dni. Nikogo nie stać na kupowanie czegoś co kosztuje dużo, nie wiadomo kiedy zostanie zużyte i co będzie trzeba po kilku dniach zniszczyć. Dlatego tego typu składniki są przez nas na bieżąco dowożone – tłumaczy  Agnieszka Wiklińska.

Trzeba się śpieszyć

RCKiK zatrudnia sześciu kierowców. Poza obsługą autobusu, w którym na wyjazdach pobierana jest krew, transportują krew. Raciborskie krwiodawstwo posiada trzy samochody chłodnie, którymi wykonuje się transporty. To właśnie te samochody, pędzące na sygnale, można zobaczyć na trasie pomiędzy Rybnikiem a Raciborzem. – Musimy szybko dotrzeć do szpitali w Rybniku, Żorach i Jastrzębiu. Są różne transporty. Samochody wożą krew zamówioną do szpitali. To regularne transporty, kiedy ambulans nie musi jechać na sygnałach. Zdarzają się też pilne kursy ratujące życie. To na przykład różnego rodzaju krwotoki czy skomplikowane urazy, w których pacjent  traci sporo krwi. Takiej krwi w naszych szpitalach nie daje się odzyskać, dlatego przy intensywnych krwotokach anestezjolog może jedynie przetaczać kolejne opakowania krwi. Czasem podczas takiej operacji zużywa się naprawdę jej duże ilości – wspomina szefowa raciborskiego krwiodawstwa, która sama jest z zawodu anestezjologiem.

Już nic się nie zmarnuje

RCKiK na bieżąco musi uzupełniać zapasy. Kiedy jest nadwyżka krwi danej grupy lub jej składników, te są odsprzedawane do innych centrów krwiodawstwa w kraju. Podobnie uzupełnia się braki w raciborskim RCKiK. W przypadku np. wypadku masowego, ściąga się krew z innych ośrodków. To jedyny sposób, aby szybko pozyskać krew danej grupy. W sytuacjach mniej dramatycznych RCKiK samo uzupełnia zapasy brakujących składników. Dawcy są powiadamiani o danej potrzebie między innymi poprzez sms-y. Ostatnia kontrola NiK-u wytknęła jednak raciborskiemu centrum brak listy rzadkich dawców oraz dopuszczenie do przeterminowania części składników krwi. – Pracujemy nad usprawnieniem funkcjonowania naszego centrum, aby takie przypadki nie zdarzały się, oraz nad listą rzadkich dawców. Chodzi o osoby, które posiadają naprawdę rzadkie grupy krwi. Taką krew może dostarczyć zaledwie kilka osób z naszego terenu – mówi Wiklińska.

Długi weekend dawcy

W 2014 roku RCKiK pobrało 38897 litrów krwi od dawców. Aż 28103 litrów zebrano w oddziałach terenowych, między innymi w Rybniku i Wodzisławiu. 4184 w siedzibie RCKiK w Raciborzu, a 6610 podczas wyjazdów. – Najwięcej dawców jest w piątek – przyznaje szefowa RCKiK. – Przychodzą do nas z uwagi na możliwość otrzymania dnia wolnego. W ten sposób wydłużają sobie weekend. Cieszymy się z większej liczby donacji krwi, jednak to również oznacza dla nas większą pracę. Krew zebrana w oddziałach musi bardzo szybko trafić do działu preparatyki, która znajduje się tylko w Raciborzu. Krew musi trafić do wirówki, która oddziela osocze od pozostałych składników krwi. Mamy na to tylko kilka godzin. Nie możemy jednorazowo zasypać preparatyki workami krwi, bo to sparaliżuje jej pracę. Cała sztuka polega właśnie na odpowiedniej organizacji pracy. Dzięki niej nic się nie marnuje. Krew dzieli się na składniki, aby lepiej ją wykorzystać. Jeśli pacjent ma problem z danym składnikiem krwi, podaje mu się tylko ten składnik  – tłumaczy dyrektor.

Więcej miejsca, więcej pracy

RCKiK pracuje już w nowym gmachu. Nowe pomieszczenia są przestronne i opowiadają najnowszym wymogom. Centrum wprowadza teraz zmiany, które pozwolą pozyskiwać jeszcze większe ilości krwi, bo wreszcie są warunki do jej przetwarzania. – Mamy wspaniałych dawców, na których zawsze możemy liczyć. Chcemy im ułatwić oddawanie krwi. Pierwszą zmianą będzie stworzenie miejsc gdzie nasz autobus do poboru krwi będzie pojawiał się regularnie. Chcemy przyzwyczaić dawców do tego, że w danym czasie zawsze znajdą nasz autobus w tym samym miejscu – wylicza Agnieszka Wiklińska. Na liście miejsc nie zabraknie kopalni, bo górnicy to grupa bardzo licznie oddająca krew. Większa ilość krwi zapewni nie tylko odpowiednie zapasy, ale również pozwoli centrum stanąć na nogi i spłacić zadłużenie. Składników krwi są sprzedawane nie tylko do innych centrów krwiodawstwa i szpitali, ale również do firm, które zajmują się produkcją farmaceutyków wykorzystywanych w leczeniu chorób krwi. – Zajmują się tym jedynie komercyjne podmioty. Stąd centra nie mają wyboru, komu sprzedają osocze – wyjaśnia dyrektor RCKiK.

Adrian Czarnota