środa, 24 kwietnia 2019

imieniny: Aleksandra, Horacego, Grzegorza

RSS

13.06.2014 21:38 | 23 komentarze | acz

W ciągu kilku lat w Orzeszu ma powstać nowa kopalnia. Zatrudnienie w niej ma znaleźć docelowo 1500 osób. – To miejsca pracy sfinansowane z niemieckiej kieszeni dla Polaków – przyznaje Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki i prezes Silesian Coal, która posiada koncesję na wiercenia geologiczne.

Pod Rybnikiem powstaną dwie kopalnie?
Opuszczona kopalnia Debieńsko (na zdjęciu) ma szansę na drugie życie Fot. Adrian Czarnota / nowiny.pl
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Temat budowy prężnej kopalni w Orzeszu brzmiałby jak mrzonka, gdyby sprawy nie pilotował człowiek, który ma już na koncie budowę jednej kopalni. Ta dzięki zastosowanym technologiom nawet dziś doskonale sobie radzi na rynku. Chodzi o kopalnię Budryk i jej byłego dyrektora Jerzego Markowskiego. Należący do JSW zakład to jedna z najmłodszych kopalni w Polsce, który w 2012 zdobyła tytuł Kopalni Roku i może pochwalić się jednym z najniższych w Polsce kosztem wydobycia tony węgla.

Właśnie na wzór Budryka Markowski chce stawiać w Orzeszu kopalnię. – Koszt wydobycia tony węgla zależy od modelu kopalni. Budowa zakładu od podstaw daje możliwość zastosowania najnowocześniejszych rozwiązań, które będą się bezpośrednio przekładały na rentowność zakładu – mówi w rozmowie z nami Jerzy Markowski. – Gdy budowałem Budryk, to właściciel czyli państwo jej nie chciało, ale ja chciałem. W przypadku Orzesza ja chcę i właściciel chce – dodaje.

Fedrowanie bez szkód
Jerzy Markowski to absolwent Wydziału Górniczego Politechniki Śląskiej w Gliwicach gdzie uzyskał tytuł doktora. Był wiceministrem gospodarki odpowiedzialnym za górnictwo i senatorem. Przez ostatnie lata uczestniczył przy projektowaniu kopalń za granicą: na Ukrainie, w Rosji, w Kolumbii czy w Chinach. Obecnie jest prezesem spółki Silesian Coal. – Mamy koncesję na wiercenia geologiczne i te ruszą jeszcze w czerwcu. To formalne potwierdzenie tego, że pod ziemią znajdują się takie złoża o jakie nam chodzi. W drugiej kolejności będziemy się starać o koncesję na wydobycie – wylicza Markowski.

Projekt otwarcia kopalni w Orzeszu ma już trzeciego inwestora. Najpierw fedrować chcieli Hindusi, potem firma Jana Kulczyka, który potrzebował kopalni do rozbudowy Elektrowni Północ. Teraz spółka Silesian Coal, która posiada koncesję na badanie złoża, a należy do niemieckiej HMS Bergbau AG. Co ciekawe wydobycie ma być jak najmniej odczuwalne na powierzchni. – Chcemy dostosować model tej kopalni, aby praktycznie nie powodowała szkód górniczych. To jest do osiągnięcia ze względu na dużą głębokość, na jakiej ma docelowo prowadzone być wydobycie czyli w przedziale od 700 do 1200 metrów pod ziemią – mówi Markowski.

Kto będzie pierwszy?
Jak mówi prezes Jerzy Markowski, uzyskanie koncesji na wydobywanie węgla jest czasochłonne i w zasadzie to właśnie od tego uzależniony będzie termin rozpoczęcia budowy zakładu. Teoretycznie dużo dalej za Projektem Orzesze jest Projekt Dębieńsko. Jego właściciel czyli NWR Karbonia taką koncesję już ma. Musi jednak ruszyć z wydobyciem do 2018 roku. 

– Jesteśmy w trakcie przygotowywania poprawek i  zmian do istniejącej koncesji na wydobycie i oceny oddziaływania na środowisko. Chociaż NWR Karbonia ma istniejącą licencję, zmiany te odzwierciedlają zmiany w planie, które pozwolą kopalni Dębieńsko działać bardziej efektywnie – mówi nam Anna Golasz, rzecznik prasowy NWR Karbonia. Nowe założenia zakładają, że na potrzeby nowej kopalni  przeznaczonych będzie jedynie kilka odnowionych  budynków administracyjnych w starej kopalni.

Następne działania obejmują wykonanie dodatkowych odwiertów, potrzebnych do budowy szybów i po to, by  potwierdzić  dane geologiczne oraz  parametry jakościowe węgla. – Zakłada się, że wydobycie będzie prowadzone przez dwa szyby, dzięki którym będzie możliwy stosunkowo najbardziej wydajny sposób wydobycia uwzględniając  warunki  złoża oraz obecną  licencję.

Jednocześnie będą prowadzone prace związane z przeprowadzeniem i zakończeniem zakupu terenów niezbędnych do dalszego prowadzenia projektu i prac inżynieryjnych wspierających funkcjonowanie przyszłej kopalni – wylicza Golasz. Dębieńsko ma być nową kopalnią wprowadzającą nowoczesne technologie, aby być nisko kosztowym producentem węgla metalurgicznego (koksującego), dostarczanym  na  użytek środkowoeuropejskiego przemysłu hutniczego przez  najbliższe  50 lat.

Niemcy dadzą pracę
Perspektywa powstania dwóch rentownych kopalni w bezpośrednim sąsiedztwie Rybnika rozbudza wiele nadziei. – Problemem polskiego górnictwa jest fakt, że w momencie największej koniunktury nie inwestowano w te zakłady. Nie wiem na co wydawano pieniądze, ale na pewno nie na rozwój. Do tego dołożyło się „chciejstwo” związków zawodowych. Cena tony węgla pochodzącą z polskiej kopalni musi być konkurencyjna w stosunku do tony węgla eksportowanego do Polski. Osobiście uruchomienie Projektu Dębieńsko do 2018 roku wydaje mi się mało realne. Co do naszego projektu, to jeśli uda nam się go zrealizować, pracę w kopalni znajdzie początkowo 500 a późniejszym okresie 1500 osób. To ogromna szansa dla mieszkańców i gmin w regionie. To miejsca pracy dla Polaków, sfinansowane z niemieckiej kieszeni. Kto byłby przeciwko tej inwestycji, przykłada rękę do emigracji młodych ludzi za granicę – twierdzi Markowski.

Adrian Czarnota