Poniedziałek, 28 lipca 2014

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Piekło na ziemi

01.10.2003 00:00
Pomoc poszkodowanym w wyniku eksploatacji górniczej jest głównym celem powołanego niedawno Stowarzyszenia Mieszkańców Terenów Górniczych. Mimo, że stowarzyszenie działa w Marklowicach mogą tu o pomoc zgłaszać się wszyscy mieszkańcy powiatu wodzisławskiego. „Chcemy przeciwdziałać tendencjom przerzucania części kosztów eksploatacji górniczej na poszkodowanych” - deklarują.
Pod Marklowicami znajdują się jedne z największych w Europie złóż węgla, ich eksploatacja powoduje jednak wielkie uciążliwości dla mieszkańców. Ich domy pękają pod wpływem szkód górniczych a wielu marklowiczan ma kłopoty z wyegzekwowaniem od kopalń ich usunięcia.

Nie kwestionuję tego, że górnictwo jest nadmiernie obciążone różnymi opłatami a usuwanie szkód górniczych to kolejny koszt wydobycia, ale jeśli kopalnia nie zabezpieczy budynków we właściwy sposób przed eksploatacją to skazuje się ludzi na egzystowanie w warunkach urągających ich godności - mówi Czesław Karwot, założyciel Stowarzyszenia. Nie chodzi nam o to, żeby zatrzymać eksploatację, nie zależy nam na tym, ani nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Nie chcemy jednak pozwolić na to, by część kosztów była przerzucana na właścicieli posesji, by niszczono ich dorobek, często wielopokoleniowy. Mieszkańcy Marklowic odczuwają szkody górnicze już od ponad 20 lat. Przez pewien czas eksploatacja była prowadzona na podsadzkę, wyższe kategorie szkód górniczych występowały na terenach niezabudowanych. Teraz to się zmienia a plany eksploatacji na następne lata przewidują osiadania nawet do 11 metrów. Szkody będą więc jeszcze większe. Mieszkańcy narzekają na przeciągające się remonty, kopalnia często tłumaczy, że z usuwaniem szkód należy poczekać aż przejdzie kolejna ściana. To jest chore.
 W Marklowicach jest nawet taki budynek, w którym remont związany z usuwaniem szkód górniczych trwa już ponad rok - od lipca 2002 r. Kopalnia zalega z płatnościami wobec firm remontowych, więc roboty się przeciągają. Podpisywane z mieszkańcami ugody nie są realizowane - czekają oni nawet po 2-3 lata na wywiązanie się kopalni z przyjętych zobowiązań. Już w ankietach przeprowadzonych wśród mieszkańców w latach 1995-97 wyrażali oni swoje negatywne odczucia co do sposobu załatwiania wniosków o usunięcie szkód górniczych - szczególnie dotyczyło to kopalni „Marcel”. Do tej pory poszkodowani byli pozostawieni samym sobie, trudno im było bronić swoich praw przed kopalnianą administracją.

Odsyłano ich od Annasza do Kaifasza - nawet do Spółki Restrukturyzacji Kopalń - stwierdza Czesław Karwot. Kopalnia nie chciała się przyznać do wyrządzonych szkód, wszystko było obliczone na wydłużanie w czasie rozpatrywania wnios-ków i zmęczenie mieszkańców. Stowarzyszenie stawia sobie za cel obronę praw człowieka i obywatela, które są w ten sposób łamane. Chcemy pomóc mieszkańcom poszkodowanym w wyniku eksploatacji górniczej. Traktuje się ich jak niewolników. W innych krajach eksploatacja górnicza to dla mieszkańców los wygrany na loterii - otrzymują odszkodowania, mogą urządzić sobie życie w innym miejscu. U nas robi się z człowieka dziada. Stowarzyszenie będzie organizować pomoc osobom i wspólnotom dotkniętym szkodami górniczymi, chcemy przeciwdziałać tendencjom przerzucania części kosztów eksploatacji górniczej na poszkodowanych. Wiele spraw sądowych związanych ze szkodami górniczymi mieszkańcy przegrywali już na etapie opinii geologicznej kwestionującej istnienie związku przyczynowego między eksploatacją węgla a uszkodzeniami budynków. Celem było niedopuszczenie do udziału w rozprawie biegłego z zakresu budownictwa. Posuwano się nawet do fałszowania badań naukowych dotyczących wpływu eksploatacji górniczej na powierzchnię. Będziemy pomagać mieszkańcom w walce z takimi praktykami. Chcemy być traktowani po partnersku, po ludzku. Szkody, zgodnie z prawem, mają być usunięte przez sprawców. Jeśli się przewiduje 40 lat intensywnej eksploatacji w tym rejonie - aż do wyczerpania złoża - to nie można mieszkającym tu ludziom robić dożywotniego piekła na ziemi. Nie mogą oni mieszkać w budynkach, które będą ciągle remontowane.

Z informacji uzyskanych przez Stowarzyszenie wynika, że już w najbliższych latach - do 2009 r. - w wyniku intensywnej eksploatacji osiadanie ma osiągnąć wielkość 6 metrów na terenach zabudowanych a nawet 9 metrów na terenach niezabudowanych. Przewiduje się, że powiększą się istniejące bezodpływowe zalewis-ka i powstaną nowe. Największe z nich ostatecznie osiągnie wielkość 35 hektarów. Zatopiony zostanie kilkusetmetrowy odcinek ulicy Wyzwolenia i konieczna będzie przebudowa tej drogi. Pod ziemią powstanie 205 wyrobisk ścianowych, większość z nich ma prowadzić kopalnia „Jankowice”. Wyłania się z tego wprost apokaliptyczny obraz dla mieszkańców Marklowic i sąsiednich miejscowości.

Opiniowanie planów ruchu należy do wójta, ale chcemy się przyglądać procesom decyzyjnym i opiniom, które w ostateczności nas dotyczą - tłumaczy Czesław Karwot. Obowiązkiem kopalni, wynikającym z prawa geologicznego i górniczego, jest profilaktyka i usuwanie szkód. Na podstawie art. 53 tej ustawy dla terenu górniczego ma być sporządzony plan zagospodarowania przestrzennego, który powinien zapewniać integrację wszelkich działań, podejmowanych na tym terenie, w tym również dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa, ochrony środowiska oraz obiektów budowlanych. Inaczej mówiąc, plan ten zawierałby aktualne i przewidywane kategorie szkód górniczych. Wtedy mieszkańcy nie będą zdani na informacje od urzędników kopalnianych. Będą wiedzieć co ich czeka w przyszłości. Na razie jednak takiego planu nie ma! Stowarzyszenie chce uzyskiwać informacje dotyczące przyszłej eksploatacji wpływającej na życie mieszkańców. Chcemy się przyglądać tym wszystkim, którzy się wypowiadają i podejmują decyzje na temat eksploatacji. Do tej pory w sprawach szkód górniczych indywidualni właściciele byli pozostawieni samym sobie. Samorządy mają na tym polu swoje lepsze i gorsze okresy. Dominowała jednak opcja, że szkody górnicze są indywidualną kwestią pomiędzy poszkodowanym a sprawcą szkody. Argumentowano, że samorząd nie jest w stanie zajmować się indywidualnymi sprawami. Naszym zdaniem nie może odwracać się plecami do spraw ludzi taka struktura, która opiniuje działanie przedsiębiorstwa na danym terenie (np. plany ruchu!) i niejako działanie to legitymizuje. Stowarzyszenie Mieszkańców Terenów Górniczych nie ma zamiaru wyręczać istniejących struktur w działaniu zgodnym z ich kompetencjami i wspólnym dobrem. Będziemy jedynie przypatrywać się ich działaniom. Jeżeli będą działać właściwie, to nam wszystkim będzie lżej. Jeżeli trzeba będzie wesprzeć działanie tych struktur, to Stowarzyszenie to uczyni.

(jak)
  • Numer: 40 (192)
  • Data wydania: 01.10.03