Mieszkańcy wojujący z miastem w sprawie podatku od dofinansowania wymiany pieców ekologicznych nie zdecydowali się jeszcze na złożenie zbiorowego pozwu. Wpierw postanowili załatwić sprawę ze skarbówką.
- Prawnik poradził nam, żebyśmy najpierw wykorzystali wszystkie możliwości prawne, jakie nam przysługują, zanim oddamy sprawę do sądu – mówi Danuta Niestrój, liderka grupy radlinian walczących z władzami miasta.
Mieszkańcy są w różnej sytuacji. Jedni już zapłacili podatek, inni jeszcze nie. Ci, którzy uregulowali należność fiskusowi, składają obecnie w Urzędzie Skarbowym w Wodzisławiu wnioski o zwrot tego podatku. W grę wchodzą kwoty sięgające 3 – 4 tys. zł. Ludzie liczą się przy tym z odmową, dlatego będą odwoływać się do Izby Skarbowej w Katowicach. Niezależnie od indywidualnych zabiegów, wszyscy łącznie z osobami, które nie zapłaciły podatku, wystosowali w ubiegłym tygodniu pismo do Izby Skarbowej o zajęcie jednoznacznego stanowiska w sprawie opodatkowania funduszy na wymianę kotła. - Tak będzie szybciej. Urząd skarbowy ma 30 dni na decyzję czy oddać podatek, czy nie, potem Izba Skarbowa ma następne 30 dni na rozpatrzenie odwołania. A tak na nasze pismo musi odpowiedzieć wcześniej – tłumaczy Danuta Niestrój. Gdyby się okazało, że interpretacja przemawia na niekorzyść mieszkańców, złożą pozew do sądu. Będą się w nim domagali nie tylko zwolnienia z opodatkowania, ale również zadośćuczynienia krzywd doznanych przez władze Radlina. - Oni nas wprowadzili w błąd. Przy podpisywaniu umów mówili, że podatku nie trzeba będzie płacić. Nie wiem, jeszcze jakiego odszkodowania będziemy się domagać. To ustalimy z prawnikiem – mówi radlinianka. Nawet jeśli Izba Skarbowa zinterpretuje przepisy na korzyść mieszkańców i tak złożą pozew. Będą domagać się tylko zadośćuczynienia za szkody.



